Gainsbourg zadebiutowała u duńskiego reżysera rolą w "Antychryście", która przyniosła jej Złotą Palmę dla najlepszej aktorki na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes. Jeśli wystąpi w kolejnym filmie von Triera, będzie pierwszą aktorką, która wystąpi w dwóch filmach twórcy "Tańcząc w ciemnościach".
Von Trier znany jest z kontrowersyjnych metod pracy z aktorkami. Zarówno Emily Watson ("Przełamując fale"), jak i Bjork ("Tańcząc w ciemnościach") oraz Nicole Kidman ("Dogville") zapowiedziały po skończonym filmie, że już nigdy nie będą współpracować z Duńczykiem, oskarżając go emocjonalny szantaż i psychiczny sadyzm.
Gainsbourg przyznała, że podczas kręcenia pomagała jej mam - Jane Birkin. Artystka była początkowo przerażona swoją rolą w pełnym przemocy i niezwykle obrazowym filmie, w którym grana przez nią postać m.in. okalecza własne genitalia.
37-letnia Gainsbourg zwracała się do Birkin z jednej strony po aprobatę, z drugiej, aby humorem odreagować brutalne sceny.
- Moja matka bardzo pomogła mi w pracy nad "Antychrystem". Była gotowa odpowiadać na moje SMS-y o każdej porze, a ja potrzebowałam obracać wszystkie te sprawy w żart. To było dla mnie tak trudne, że w tych kilkuset znakach, jakie można wystukać na komórce, próbowałam jej opisać cały swój dzień i żartować z tego, co robię - przyznała aktorka.
I dodała: - To było tak, że pisałam jej: "Zgadnij co dziś robiłam? W sumie nic specjalnego. Najpierw płakałam, wyłam i wrzeszczałam, a później już tylko seks i wszechobecna krew". To było histeryczne, a ubranie tego w kilka słów wiadomości było nieco groteskowe - tłumaczyła Gainsbourg.
Aktorka porównywała także swoją rolę do udziału jej matki w kontrowersyjnym filmie "Je t'aime... moi non plus", który wyreżyserował jej ojciec, Serge Gainsbourg.
- To prawda, że w trakcie pracy przy "Antychryście" pytałam moją matkę o jej doświadczenia podczas kręcenia bardzo szokującego w ówczesnych czasach "Je t'aime... moi non plus". Ona tam brała udział w wielu odważnych scenach seksualnych, prawie cały czas była naga i to był rodzaj pozwolenia dla mnie, aby zrobić coś podobnego - przyznała Gainsbourg.
"Melancholia" będzie psychologicznym filmem katastroficznym. Tytuł filmu odnosi się do nazwy olbrzymiej planety, która zaczyna niepokojąco szybko zbliżać się w stronę Ziemi. - Nigdy więcej happy endu - brzmi lakoniczna deskrypcja duńskiego reżysera. Producent obrazu Peter Aalbaek Jensen zapowiada, że "Melancholia" jako "film katastroficzny będzie zawierała sporo efektów specjalnych". - Nic, co można by porównać z Hollywood - zastrzega jednak producent.
Zdjęcia do "Melancholii", która powstanie na podstawie oryginalnego scenariusza von Triera, zaplanowano na 2010 rok w Niemczech i Szwecji. Premiera filmu miałaby się odbyć podczas przyszłorocznego festiwalu w Cannes. Wiadomo już, że będzie to anglojęzyczna produkcja o budżecie 5 milionów dolarów.





Na ratunek wielorybom
Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu
Twój komentarz może być pierwszy!