Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Filmy krótsze niż jedna minuta

W sobotę, 20 marca, w Krakowie rozdano nagrody w pierwszej edycji Snap Film Festiwal - przeglądu filmów krótszych niż jedna minuta. Przy okazji odbyła się uroczystość nadania Krakowskiej Szkole Filmowej, która była organizatorem festiwalu, imienia wielkiego reżysera Wojciecha Jerzego Hasa.

Barbara Krafftówna była gościem Snap Film Festiwal, fot. Krakowska Szkoła Filmowa
Barbara Krafftówna była gościem Snap Film Festiwal, fot. Krakowska Szkoła Filmowa /materiały prasowe

Snap Film Festiwal to projekt powstały z ramienia Krakowskiej Szkoły Filmowej, pod patronatem Prezydenta Miasta Krakowa Jacka Majchrowskiego.

Festiwal miał charakter otwarty i swoje prace nadsyłać mogli zarówno ludzie zawodowo zajmujący się filmem, jak i debiutanci. Warunek był jeden - czas filmu nie mógł przekroczyć jednej minuty. Nie jest łatwo przekazać w ciągu 60 sekund jakąkolwiek informację, a do tego jeszcze w interesujący sposób. Dlatego też wielu uczestników konkursu uciekało bardziej w formę, aniżeli w treść. Znaczącą większość stanowiły filmy animowane i eksperymentalne, przykuwające uwagę ciekawą formą.

Zwycięzcą festiwalu została animacja zatytułowana "Trening", przedstawiająca dwa szkielety grające w koszykówkę. W kategorii film dokumentalny przyznane zostały wyróżnienia, m.in. dla filmu "Europa dla Krakowa", będącego "zlepkiem" charakterystycznych dla tego miasta miejsc i budowli, z podłożoną patetyczną muzyką. Film ten otrzymał jeszcze nagrodę imienia Wojciecha Jerzego Hasa, który od soboty, 20 marca, patronuje Krakowskiej Szkole Filmowej.

Uroczystość nadania szkole imienia wielkiego reżysera połączona była z wręczeniem nagród zwycięskim twórcom jednominutowych etiud. Podczas ceremonii obecna była ostatnia żona Wojciecha Jerzego Hasa, Wanda Ziembicka. Gościem specjalnym uroczystości była Barbara Krafftówna ("Rękopis znaleziony w Saragossie", "Jak być kochaną", "Szyfry", Czterej pancerni i pies").

Przeczytaj naszą rozmowę z Barbarą Krafftówną:

Powiedziała pani podczas konferencji prasowej, że Wojciech Jerzy Has przy całym swym geniuszu był człowiekiem niezwykle cierpliwym i opanowanym. Ale czy to może iść w parze? Czy człowiek, który ma za zadanie "ogarnąć" cały plan zdjęciowy, może jeszcze wykazywać przy tym cierpliwość i opanowanie?

Barbara Kraftówna: Wojciech będąc z łaski Bożej wielkim artystą, wykazywał też niezwykłe skupienie, kiedy było mu ono potrzebne. Ale znany był również z żywiołowości i z bardzo "mięsistego języka". Były nawet specjalne dyżury przy pilnowaniu pana Wojciecha, zwłaszcza tam, gdzie trzeba go było pilnować, np. we wnętrzach kościoła, żeby nie padło z jego ust jakieś niecenzuralne słowo. Czyli to jego skupienie niekoniecznie przejawiało się w takiej wypauzowanej ciszy. To też oczywiście zależało od sytuacji, ale przy pracy z tak wielkim człowiekiem jak Wojciech czuło się takie coś, czego nie umiem wytłumaczyć. Może jakieś prądy, inspirację, promieniowanie...

Magiczna siła...

- Magiczna siła naszych dusz. Byłby to bardzo ładny tytuł do tego wywiadu [śmiech].

A jak ta siła działała przy relacji reżyser - aktor? Has skrupulatnie prowadził aktora, czy raczej dawał mu dowolność interpretacji roli?

- Dawał dowolność, ale wiedział jak w tej dowolności uchronić nas przed niepotrzebnymi wpadkami, a nawet dźwiękami. Przecież pauza we wszelkich filmach Hasa jest tak brzemienna... Dla wszystkich! Dla widza przygotowanego, dla nieprzygotowanego. Każdy jest w stanie z tej pauzy coś dla siebie wynieść. I teraz, po wielu latach, po nieobecności jego przy nas, przy warsztacie dopiero to doceniamy, chociaż żyjemy w innych czasach i w innych okolicznościach .

Inny wielki reżyser, Roman Polański powiedział kiedyś, że "najważniejsze to bujać w obłokach". Czy Wojciech Jerzy Has bujał w obłokach?

- Zdecydowanie tak. Nie znaczy to jednak, że nogami nie stąpał po bardzo konkretnym warsztacie zawodowym.

Łączył jedno i drugie...

- Tak. To był wielki dar, który miał od natury, od Boga i fenomenalnie go wykorzystywał w owych czasach. Niezwykła siła, mimo normalności, bo tak jak wspomniałam, był człowiekiem, który normalnie jak wszyscy "rzucał mięsem". Był cudownym kumplem dla tych, którzy biesiadowali, uwielbiał biesiady, co nie przeszkadzało mu w pracy. To dopiero teraz doceniamy, podczas kiedy za życia to gdzieś umyka, tego się nie zauważa, bo po prostu jesteśmy skoncentrowani na tym, co się dzieje wokół nas. Ale teraz ja, jako świadek historii, naprawdę doceniam to co się stało, to co zaistniało i mało tego, jestem pewna, że będzie to pożywką dla następnych pokoleń.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiał Paweł Budziński

Źródło informacji: INTERIA.PL

więcej o:
festiwal,
uroczystość,
filmy,
film

Dodatki

Zwiastuny

Nowości

Top 10


Twój komentarz może być pierwszy!

Piszesz jako Gość

znaków do wpisania: 4000

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Informacje dodatkowe