I choć żadnej ze statuetek nie otrzymała, to wszyscy zdają sobie dziś doskonale sprawę z tego, że te nagrody, prędzej czy później, do Mulligan trafią.
Dla młodej angielskiej aktorki nominacja do Oscara za rolę Jenny w filmie "Była sobie dziewczyna" była wielkim wyróżnieniem, ale to dopiero początek jej wielkiej kariery. Sama artystka mówi, że oscarowa gala była dla niej szansą na pokazanie się i zdobycie nowych kontaktów. Jeszcze nie wiadomo, co one przyniosą, ale już dziś mówi się o udziale Mulligan w potencjalnych wielkich kinowych hitach.
Jeszcze w tym roku zobaczymy ją w kontynuacji słynnego "Wall Street" - "Wall Street. Pieniądz nie śpi" Olivera Stone'a, a także w obrazach "Brighton Rock" i "Never Let Me Go".
W tej chwili aktorka rozmawia również o roli w projekcie przygotowywanym przez Davida Finchera. Reżyser "Siedem" i "Fight Club" rozważa realizację amerykańskiego remake'u "Millenium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" na podstawie bestsellerowej powieści Stiega Larssona, a Mulligan widzi w roli Lisbeth Salander.
O gwieździe "Była sobie dziewczyna" myśli także Sharon Osbourne, która chciałaby, żeby w filmie o jej słynnym mężu - Ozzym - aktorka zagrała właśnie ją.
"Była sobie dziewczyna"
O Carrey Mulligan bez wątpienia będzie głośno ze względu na jej role nie tylko przez najbliższe miesiące, ale przez wiele kolejnych lat. A wszystko to zaczęło się od fantastycznego występu w "Była sobie dziewczyna".





Na ratunek wielorybom
Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu
Twój komentarz może być pierwszy!