"Śpiewający detektyw": O PRODUKCJI

„The Singing Detective” to tytuł znanego w USA i Wielkiej Brytanii serialu BBC (1986), którego scenariusz napisał Dennis Potter.

Reklama

Keith Gordon, reżyser „Śpiewającego detektywa”: „Bardzo podobał mi się serial, ale nie myślałem o przerabianiu go na film pełnometrażowy, ponieważ bezsensowne jest przerabianie czegoś, co było świetne. Zarówno serial, jak i późniejszy scenariusz Pottera do filmu pełnometrażowego zachwyciły mnie swoją brawurą, stylem i emocjami, połączeniem komedii i dramatu. Oba były zabawne, chwytały za serce, a równocześnie zmuszały do myślenia.

Mój agent przysłał mi scenariusz „Śpiewającego detektywa”, na który się natychmiast rzuciłem, a po przeczytaniu gotowy byłem zrobić wszystko, by móc go reżyserować. Jednak projekt natychmiast został oblężony przez ludzi z dużych wytwórni, którzy planowali zrobić z niego film klasy A z budżetem 60 milionów $, z gwiazdorską obsadą i oscarowym reżyserem. Ja nie spełniałem tych warunków. Film dostał się w ręce wytwórni Icon, która z kolei zaangażowała Roberta Downey’a Jr., z którym kiedyś pracowałem przy filmie „Powrót do szkoły”. Okazało się, że śledził moje losy, co bardzo mi pochlebia, i zaaranżował moje spotkanie z producentami filmu”.

Okazało się, że wytrwałość Gordona się opłaciła. „Nikt nie walczył o ten film z większym uporem i zawziętością niż Keith Gordon. – mówi producent Steven Haft – Walczył o niego 7 lat.” 12 tygodni przed rozpoczęciem zdjęć Gordon dowiedział się, że reżyseruje „Śpiewającego detektywa”.

Czy jest to remake?

Gordon: „Gdyby ktoś zaproponował mi remake serialu telewizyjnego, odmówiłbym. Ale kiedy przeczytałem scenariusz Pottera, w którym sporo zmienił dla potrzeb filmu kinowego, zachował wszystko to, co najcenniejsze, umieszczając w innym kontekście, nadając nową tożsamość, to poczułem, że wspaniale byłoby to wyreżyserować”.

Mel Gibson, aktor i producent: „Pierwotny serial miał 9 –10 godzin długości, a nasz film ma godzinę i 45 minut. Zawiera w sobie treść serialu skondensowaną w dużo krótszym czasie. Potter wydobył z serialu to, co najistotniejsze i pokazał w krótszym formacie. To powieść kryminalna, która opowiada o mężczyźnie, który bada swoje życie i kryjące się w nim tajemnice, które spowodowały, że znajduje się teraz w takim stanie. Z pomocą, a czasami przy ingerencji innych postaci analizuje zawartość swojej pamięci, prześwietla wspomnienia aby rozszyfrować tajemnice, które były przyczyną zahamowań w normalnym życiu”.

Modyfikacje w stosunku do pierwotnego scenariusza obejmowały także czas i miejsce akcji: z Wielkiej Brytanii przenieśliśmy się do USA i z lat 40-tych do 50-tych, co nadało filmowi zupełnie nowy wyraz.

Obsada

Od początku wiadomo było, że w roli Dana Darka, pisarza i jego alter ego, Śpiewającego Detektywa wystąpi Robert Downey Jr., a w roli ekscentrycznego dr Gibbona – Mel Gibson.

Gordon: „Robert gra faceta, który odciął się od świata i zamknął w koszmarze swojej chorej jaźni. Teraz próbuje odrodzić się poprzez odkrycie swojej tożsamości i odzyskanie

świadomości kim naprawdę jest. Robert wspaniale nadaje się do tej roli, również ze względu na upodobanie do improwizacji, w sensie próbowania gry na różne sposoby. Działa instynktownie, co jest rzadkim darem”.

Downey o swojej podwójnej roli: „Dan Dark, pisarz jest żałosnym syfilitycznym kretynem, a Śpiewający Detektyw jest sympatycznym bystrzakiem. Bardzo obawiałem się , że nie dam sobie rady z tymi wszystkimi odniesieniami do filmów noir i ich bohaterów. Cieszę się jednak, że mogłem zagrać tak trudną rolę, bo lubię trudny materiał i jestem dobry w graniu trudnych kawałków. To proste role sprawiają mi kłopot”.

Mel Gibson gra dr Gibbona, fana niekonwencjonalnych metod leczenia.

Gordon: „Chciałbym powiedzieć, że zrobiłem Gibsonowi zdjęcia próbne, ale nie byłaby to prawda. Zawsze byłem fanem Mela. To facet, który zaczął od „Gallipoli” i „Tima”, a potem osiągnął aktorskie mistrzostwo”.

Reszta obsady była dobierana nie tylko pod kątem umiejętności aktorskich, ale również musiała pasować do Downey’a i Gibsona.

Gordon: „Obejrzałem wiele filmów z Robin Wright Penn i przy każdym kolejnym byłem coraz bardziej zafascynowany jej powściągliwą intensywnością, która pasowała do mocniejszej intensywności Roberta. Jest w tej parze coś z „Kto się boi Virginii Woolf?” Prowadzą świetne walki słowne, ich miłość pełna jest kolczastego dowcipu. Nie chciałem, by aktorzy byli wzajemnym odbiciem. Robin wnosi harmonię do melodii Roberta i jest jak kameleon: jej rola to w rzeczywistości trzy różne role.”

Ku zadowoleniu Gordona do roli Marka Binney’a zgłosił się Jeremy Northam: „Bardzo się ucieszyłem, że aktorowi tak wyrobionemu przypadł do gustu scenariusz i jedna z ról. Northam jest skłonny do żartów i pełen różnych pomysłów. Bardzo chętnie wypróbowywał różne koncepcje. Szukałem kogoś takiego”.

Przy obsadzaniu roli słodkiej Siostry Mills, zasugerowano Gordonowi, by przyjrzał się bliżej dorobkowi Katie Holmes: „Po obejrzeniu „Cudownych chłopców” i „Dotyku przeznaczenia” byłem pod wrażeniem aktorstwa Katie. Ma w sobie młodość i urodę potrzebne do tej roli, ale przede wszystkim jest dobrą aktorką, a nie tylko piękną dziewczyną. Chociaż pielęgniarka jest słodką lecz prostą dziewczyną, nie oznacza to, że szukamy prostej aktorki. Katie okazała się nie tylko uroczą osobą, ale profesjonalistką, która poważnie i elastycznie podchodzi do pracy.”

Adrien Brody i Jon Polito grają gangsterów, których powołała do życia wyobraźnia Dana Darka. Gordon: „Brody i Polito stworzyli wspaniały tandem, podobny do pary Laurel-Hardy. Na początku filmu są przerażającymi zabójcami na zlecenie, a pod koniec są obłędnie śmieszni.

Styl

Gordon: „Mam nadzieję, że „Śpiewający detektyw” zaskoczy widzów. W filmie przeplatają się różne wątki historii Darka: jego obecne realne życie w ponurym szpitalnym otoczeniu, wizje i halucynacje w stylu noir rodzące się w umęczonym umyśle oraz wspomnienia z dzieciństwa – wszystkie one przybierają odmienną formę wizualną.”

Tworząc odmienne światy Gordon posługiwał się światłem i scenografią. Postanowił, że świat noir będzie „nieskończonym ekspresjonistycznym krajobrazem, w którym wszystko będzie bardzo mroczne, scenografia na planie niewykończona, wszystko będzie robiło wrażenie niedokończonego, w trakcie powstawania. Szpital będzie bardzo rozświetlony. Pomyślałem, że dla człowieka z chorobą skórną, która odzwierciedla również tragiczny stan jego duszy, nie może być większej tortury niż miejsce, które jest tak jasne, że nie można się nigdzie ukryć. Szpital jest tak rozświetlony i lśniący, a Dan jest podświetlony jak bakteria pod mikroskopem. Nie może się schować sam przed sobą.. Wstawiliśmy do jego pokoju lustro, aby widział siebie leżącego w łóżku i nie mógł uciec od siebie, przez co uciekał do wyimaginowanego mrocznego świata, gdzie wszystko jest ciemne, a on mógł skryć się w mroku.”

ordon wraz z operatorem Tomem Richmondem i autorką scenografii i kostiumów Patricią Norris stosowali różne techniki w celu zróżnicowania światów Dana.

„Wspólnie doszliśmy do wniosku, że stworzymy niedokończone plany, na których operować będziemy głęboką ciemnością, z której wyłaniać się będą oświetlone fragmenty. Jakby ktoś zaczął szkicować ten świat, ale nie skończył rysunku.

W pierwszej scenie mamy neon – strzałę, nazwę i drzwi do klubu, ale klubu tam nie ma, bo jest to niedokończony świat, ekspresjonistyczne, surrealistyczne, na wpół realne miejsce. W innej scenie kamera podąża za Robin Wright Penn do łazienki, gdzie za ścianą scenografii ma się utopić. Bo to nie jest realne miejsce, to nie jest coś, co mogłoby się wydarzyć w normalnym mieszkaniu – to dzieje się w mózgu Dana.” - tłumaczy Gordon.

Ponadto, na przykład w scenie na rogu ulicy, gdzie rozmawiają Dan Dark i Mark Binney, zastosowano tylną projekcję, aby uchwycić atmosferę „filmu z lat 50.”, a właściwie „zakręconego” pastiszu kina z tamtych lat. Styl filmów noir z tamtego okresu zmieszał się z narkotycznymi halucynacjami. Surrealistyczny mroczny świat jest odbierany obiektywnie, filmowany przy użyciu normalnego, ogniskującego obiektywu.

Tymczasem szpital jest jak najbardziej realnym światem, który Dan odbiera w sposób subiektywny, poprzez swoje cierpienie i będąc pod wpływem leków. Mamy wręcz za dużo oświetlenia, obiektyw jest szeroki i długi i zniekształca parametry tego, co widzimy.

Gordon: „Wszystko w szpitalu skadrowane jest bardzo nienaturalnie. Umieszczamy Roberta w centrum kadru i po obu jego stronach, symetrycznie w równych odległościach różne elementy wyposażenia. Sprawia to wrażenie zamknięcia w pudełku, bycia uwięzionym w pokoju i bycia uwięzionym w kadrze obiektywu.

Kręciliśmy na maksymalnych zbliżeniach. Cóż bowiem może być najgorszym koszmarem dla Dana? Kamera tuż przy twarzy. 10 milimetrowy obiektyw 8 centymetrów od twarzy.

Atakujemy tego człowieka tak samo, jak lekarze i świat, zmuszamy go, by spojrzał na siebie.”

Jeśli chodzi o świat jego dzieciństwa, to oglądamy go w retrospekcjach, w których widzimy, jak Dan buduje skojarzenia, które będą go nawiedzały przez całe dorosłe życie.

„Ten świat jest tak rozświetlony, jak szpital, bo Dan wychowywał się na pustyni. Ale miejsca, które kryją drobne tajemnice, są zacienione, ciemne.” – wspomina Grodon.

Śpiew i taniec

Scenariusz Pottera często żongluje gatunkami, nawet w ramach jednej sceny. Obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji, w których zwykła scena nagle zamienia się w numer muzyczny, scena komediowa nieoczekiwanie staje się mroczna i ponura, a scena przygnębiająca przekształca się w histerycznie śmieszną.

Halucynacje Dana wielokrotnie zamieniają się w kawałki musicalowe. Ale nikt z obsady nie miał doświadczeń w tańcu. Gordon jednak stwierdził, że to wspaniale, bo w założeniu Pottera muzyczne numery nie mają być zbyt doskonałe i zbyt sprawnie odegrane, bo nie są musicalem w tradycyjnym znaczeniu.. Są czyjąś halucynacją.

Autorami choreografii iluzorycznych sekwencji tańca byli Jacqui i Bill Landrum.

W tym samym stylu, aktorzy udają, że śpiewają, otwierając usta w rytm rockandrollowych hitów z lat 50. Gordon: „Aktorzy, którzy nie tańczą i nie śpiewają nadają tym scenom klimat niedorzeczności i śmieszności, który jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Mamy człowieka, który leży udręczony strasznym bólem, psychicznymi urazami, otumaniony lekami i narkotykami i ma halucynacje. Widzi swych lekarzy tańczących i śpiewających, i nie powinno to przypominać najnowszego broadwayowskiego musicalu, lecz coś bardziej pokręconego.”

Jednakże podczas napisów końcowych widzów czeka niespodzianka. Gordon: „Od początku wiedzieliśmy, że Robert ma fantastyczny głos. Zacząłem się zastanawiać, czy nie byłoby w tym typowo potterowskiej ironii, gdyby Robert w końcu zaśpiewał własnym głosem. Bo jest on postacią, która w ogóle w filmie nie mówi własnym głosem. Śpiewa piosenki cudzym głosem, mówi wymuszonym językiem detektywa z lat 50., którego sam stworzył. Stworzył potwora, który przejął nad nim kontrolę. Pomyślałem, że byłoby miło po zakończeniu filmu usłyszeć prawdziwy głos Roberta”.

Gibson zasugerował Gordonowi, żeby sfilmować to wykonanie, a nie tylko podkładać głos pod końcowe napisy. Downey wykonał utwór „In Dreams” do spółki z Jonathanem Eliasem.

Charakteryzacja

Zasadniczą rolę w tworzeniu postaci Dana – człowieka od stóp do głów pokrytego bolesną skórną chorobą - odgrywał makijaż.

Downey: „Robili rzeczy, jakich do tej pory nie wykonywano, bo im powiedziałem, że mnie wywalą, jak tego nie zrobią i uwierzyli mi”

Specjalista od charakteryzacji, Keith Vanderlaan: „Pierwsze nakładanie charakteryzacji okazało się katastrofą, ale Robert nic nie dał po sobie poznać. Pracowaliśmy nad nim jakieś 5 godzin, a końca nie było widać. To był wyczerpujący proces, po raz pierwszy nakładając makijaż dopiero badaliśmy możliwości. Wtedy też doszedłem do wniosku, że nie ma mowy, żeby całe ciało poddawać codziennie tak żmudnej charakteryzacji. I pojawił się pomysł kostiumu - drugiej skóry.”

Mel Gibson także musiał przejść niezłą transformację, by zagrać łysego dr Gibbona.

Gibson: „Musiałem przejść metamorfozę, jeśli chodzi o mój wygląd i głos, ale niezbyt szokującą. Na przykład nic nie robiłem z twarzą. Myślę, że większą rolę odegrało tu podejście do roli. Ludzie, którzy zobaczyli mnie w filmie, dopiero po dłuższej chwili orientowali się, że to ja.: „O Boże! To ty?!” Miło wiedzieć, że tak łatwo można uciec od samego siebie”.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Śpiewający detektyw

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje