"Polak potrzebny od zaraz": PAUL LAVERTY O SCENARIUSZU

O INSPIRACJI

Reklama

Po Wietrze Buszującym W Jęczmieniu, uznaliśmy, że chcemy zrobić coś o dzisiejszych czasach, coś o chwili obecnej, której wszyscy doświadczamy, coś, co naprawdę dotykałoby współczesności. Benjamin Disraeli napisał, że Wielka Brytania to "zakład pracy świata". Dziś przejeżdżając każdą drogą szybkiego ruchu i rozglądając się po okolicach ma się wrażenie, że wieś jest jednym wielkim magazynem. W przeszłości było tu więcej fabryk. To odzwierciedla głębokie strukturalne przemiany w Świecie - teraz nie produkuje się na miejscu: importuje się ogromne masy towarów, a niekończący się transport żywności i produktów obiega całą kulę ziemską. To wszystko trzeba gdzieś magazynować, żeby móc pewnego dnia przerzucić to w inny zakątek świata, wprawić w dalszy ruch. Zakupy przez Internet również odgrywają tu swoją rolę? Taka perspektywa jest jak świat ukryty za obwodnicami, pospinany tirami. Zacząłem sobie wyobrażać jak to jest pracować w takim miejscu. Oczywiście, większość z tych zajęć jest bardzo źle opłacana, a zatrudnienie dorywcze to norma.

Supermarkety to cuda administracji, komunikacji, dystrybucji i koncentracji władzy; cały świat zbiega się w tym jednym miejscu. "Świeże ryby z Nowej Zelandii", "Wszystko, co najlepsze" z ogarniętego nędzą Zimbabwe, surowe kontrakty z brytyjskimi farmami używającymi taniej obcej siły roboczej, groźby wykluczenia wszystkich tych, którzy nie spełnią zachcianek rynku; rozwydrzeni managerowie i oszaleli klienci - wszyscy w jednym sosie. Jest nieskończony ciąg możliwości kontynuowania takiego układu: zaoczni studenci, pracujące na pół etatu matki, emerytowani pracownicy fabryk, które wcześniej zamknięto. Było w tym materiału na tuzin scenariuszy. Ale okazało się, że ta właściwa, namacalna przestrzeń jest bardzo statyczna i - przyznajmy się do tego - brzydka jak noc. Im dłużej rozmawiałem z ludźmi w tych hangarach, składach i supermarketach stawało się dla mnie coraz bardziej jasne, że czasowa, krótkoterminowa praca, jest sercem jeszcze większej transformacji doświadczenia pracy jako takiej.

Spotkałem wielu pracowników, robotników, którzy zostali totalnie wykorzystani, oszukani i znaleźli się na ulicy - dosłownie. Niektórzy pracowali w jednym miejscu, potem byli zwabiani do kolejnego i kolejnego, i... nigdy nie dostali grosza za swoją pracę. Inni byli wykorzystywani na farmach, otrzymując jałmużnę - kwoty wielokrotnie niższe niż minimalna stawka godzinowa. Inni uniknęli poważnych obrażeń, jeszcze inni opowiadali o swoich ucieczkach z miejsc opresji. Niektóre z tych historii były naprawdę tragiczne, a opisywany przez tych ludzi świat był wyzuty z jakiejkolwiek uczciwości i odpowiedzialności. Młody Polak został przecięty na pół i rozerwany maszyną zwijającą liny. Portugalczyk bez wymaganego sprzętu i zabezpieczeń (mieszkający na co dzień w ciężarówce) spadł podczas przycinania konarów drzewa i złamał kręgosłup. Inni pracowali o wiele za długo i w niebezpiecznych warunkach. Rozmawiałem z dziennikarzem śledczym, który opowiedział mi historię człowieka, który zmarł z przepracowania wykonując miesiącami pracę na dwie zmiany. Gdzie pracował? Stemplował pudła w loga firm, czasami nawet po 24 godziny na dobę. Po niekończącej się serii rozmów z najemnymi robotnikami miałem wrażenie, że 150 lat historii związków zawodowych nagle wyparowało jak kamfora.

Historia, którą opowiadamy mogłaby się wydarzyć w każdym większym brytyjskim mieście, a właściwie w całej zachodniej Europie. Ale jest coś specyficznego w Londynie. Jego skala, jak również mix kulturowy daje spektakularny efekt. W społeczności lokalnej jest łatwiej wyobrazić sobie wzajemne powiązania, które kruszy nagle anonimowość wielkiej metropolii: tysiące języków i całkowity brak komunikacji. Angie w pewnym momencie pyta swojego ojca: "Czy kogokolwiek to obchodzi?" Ile razy słuchaliśmy tekstów polityków i ekonomistów opowiadających o anglosaskim cudzie? "Newsweek" opublikował właśnie raport o zaletach taniej i solidnej pracy najemnych robotników z Europy Wschodniej. Rzeczywiście, można na ten temat opowiedzieć wiele historii, które przyniosły pracodawcom i ich pracownikom sukces. Tak, to pączkująca ekonomia, ale jak długo może się rozrastać, pączkować?

Naukowcy nigdy nie personalizują abstrakcyjnych statystyk, nigdy nie zaglądają w twarz trendom, nie widzą w nich ludzkich twarzy. Film, na małą skalę, może jednak to zrobić, więc wydawało nam się, że dobrze byłoby, gdyby to się rozegrało w Londynie.

O POSTACI ANGIE, GŁÓWNEJ BOHATERKI FILMU

Jednak trend, nieważne jak głęboki, nie jest jeszcze wystarczającym powodem i pretekstem do opowiedzenia historii. Któregoś dnia wpadła mi do głowy postać Angie. To postać absolutnie fikcyjna. Od samego początku jednak czułem, że jest to ktoś, kto przyciąga kłopoty. Poszedłem za jej energią ambicją, kruchością i wrażliwością. W mojej głowie Angie jest osobą pełną sprzeczności, w jakiś sposób to jest bardziej ekscytujące pisać, kiedy nie wiesz do końca, dokąd zaprowadzi cię główny bohater. Dodatkowo, Ken bardzo mnie zachęcał, bym poszedł za tą intuicją. Angie mogła być złośliwa i samolubna, ale jednocześnie pełna sprzecznych uczuć, impulsywna i hojna. Była dla nas znakiem czasu. Pójść za Angie oznaczało dla nas również liczyć się z efektem domina - tego, że pewne zdarzenia niechybnie spowodują inne, które zaczną ogarniać swoim zasięgiem coraz większą liczbę osób. To oznaczało opowiedzenie historii z jej punktu widzenia - jej, a nie setek tysięcy wykorzystywanych pracowników szukających zajęcia w Wielkiej Brytanii.

Jak ulokować historię Angie - to była kolejna kluczowa decyzja. Mając na karku poczucie rozpaczy tylu ludzi walczących z bezrobociem i zdesperowanych, by dostać jakąkolwiek pracę w którymkolwiek z krajów Europy, mamy z drugiej strony cały świat gangsterów i mafii zaangażowanej we współczesny handel ludźmi. Niektóre historie, które mi opowiadano nie mieściły się wprost w głowie. W czasie, kiedy pisałem scenariusz, każdy z chińskich emigrantów musiał zapłacić 25 000 dolarów, by zostać przerzuconym do Anglii - to dług, który każdy z nich będzie spłacał całymi latami. Możliwości było nieskończenie wiele, nas jednak najbardziej interesowało coś bliższego "normie" niż ekstremum. Świat Angie jest umiejscowiony bardziej "na zapleczu", wdziera się w to, co nielegalne, ale w wersji "light"; nie jest to przecież eskalacja brutalności ani rzeczywistość mafijnych bossów. Jednak ta wersja również jest nasycona swoistą przemocą i myślę, że jest to przemoc o wiele bardziej podstępna i zdradziecka, bo o wiele bardziej rozpowszechniona, i w jakiś sposób tolerowana, a przynajmniej, w najlepszym wypadku, ignorowana, czego nie można powiedzieć o spektakularnej przemocy gangsterów.

Angie żyje w świecie zupełnie innym niż jej ojciec. "Bujając się" przez ponad 10 lat od jednej pracy do drugiej, ze zrozumiałych powodów boi się starości i nędzy, nie chce "skończyć" tak, jak on. Jest w niej brutalna szczerość, którą jednak podziwiam. Kiedy jej przyjaciółka Rose oskarża ją o oszukiwanie cudzoziemskich pracowników, Angie nie broni się, nie zaprzecza, odpowiada tylko "przecież wszyscy to robimy". Przecież to prawda. "Pamiętaj o tym tato następnym razem, kiedy pójdziesz do supermarketu" mówi Angie ojcu podczas kłótni. Potrzeba wielu takich postaci jak Angie, by naświetlić długi i powikłany łańcuch zależności: od podkontraktu do podzlecenia, które są potrzebne, by wyprodukować kanapkę, mrożonego kurczaka czy soczystą truskawkę. Niewidzialna, niedostrzegana praca i eksploatacja, przenikają każdą dziedzinę naszego życia. Może potrzebujemy żelaznych karków tysięcy takich osób jak Angie, by robiły za nas brudną robotę i utrzymywały nieprzyjemne detale z dala od naszych oczu na bocznicy lub przy obwodnicy.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Polak potrzebny od zaraz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje