"Opowieść wigilijna": SCROOGE W KAŻDYM Z NAS

Carrey zareagował entuzjastycznie na propozycję występu w filmie Zemeckisa. Szczególnie pociągała go rola Scrooge'a. Tak to tłumaczył: - Ta postać budzi ciągle tak wielki oddźwięk, bo odrobina, a czasem dużo więcej niż odrobina Scrooge'a jest w każdym z nas. Ja też mam swego wewnętrznego Scrooge'a. Naprawdę siedzi w mojej głowie - mówił pół żartem.

- Poza tym nie ulega dla mnie wątpliwości, że dzieło Dickensa to jeden z najwspanialszych utworów o głębokiej przemianie. To rzecz o kimś, kto sam nie czuje miłości, dlatego nie potrafi kochać. To jest bliskie doświadczeniu każdego z nas: patrzymy wstecz i w przyszłość i zastanawiamy się, jak to wszystko pozbierać razem, jak nadać sens naszemu życiu.

Reklama

Carrey w dzieciństwie obejrzał wersję z Alastairem Simem, która zupełnie go podbiła, tak jak i wspaniały występ brytyjskiego aktora: - Sprawiał wrażenie, jakby w ustach miał nieustannie coś gorzkiego i nie potrafił się tego pozbyć. Amerykański komik był zdania, że to, co zewnętrzne, pomaga oddać to, co tkwi w głębi człowieka. - Jest takie powiedzenie, że po pięćdziesiątce twoja twarz świadczy o tobie. Uważam, że to prawda. Twarz Scrooge'a to mapa jego bólu - mówił Carrey. Aktor podkreślał, że zawsze mocno zastanawia się nad psychologią granych przez siebie postaci. - Za kapitalny pomysł Roberta uważałem to, żebym zagrał postaci duchów. Może to zabrzmi zbyt freudowsko, ale myślę, że są to po prostu różne aspekty osobowości Scrooge'a. Bo Scrooge w różnym wieku to bardzo odmienna osoba. Jeśli chodzi o angielski akcent, to naprawdę starałem się, jak mogłem. Mam nadzieję, że te starania nie spowodują międzynarodowego incydentu - żartował. A tak komentował techniczne wyzwania: - Praca w technice "performance capture" przypomina, wbrew temu, co ludzie myślą, nie dubbing, ale raczej grę w sztuce teatralnej. My, aktorzy znajdujemy się w jednym pomieszczeniu, a nasze reakcje są rejestrowane. Potem przetwarza je komputer. Oczywiście jest dziwne, że siedzisz tam we wdzianku z lycry i masz na głowie coś w rodzaju rowerowego kasku, na którym umieszczonych jest kilka kamer. Można się rzeczywiście poczuć trochę nieswojo.

Pierwszym kontaktem Colina Firtha, grającego siostrzeńca Scrooge'a, Freda, z "Opowieścią?" była musicalowa wersja utworu z Albertem Finneyem. Zapamiętał, że bardzo przeraził go duch Marleya. Wyznał też, że książkę przeczytał dopiero przygotowując się do realizacji filmu; przedtem znał ją z radiowych, teatralnych i filmowych wersji. - Z Dickensem jest trochę jak z Fellinim. Jakie to dickensowskie - mówią ci, którzy wcale nie czytali jego utworów, ale przecież znają dobrze ich ducha - zwrócił uwagę aktor. I podzielił się swymi refleksjami na temat tej prozy: - Dobra opowieść jest jak Everest: po prostu jest tu ciągle, więc naturalne, że musisz się z nią zmierzyć. W przeciwieństwie do większości utworów Dickensa, "Opowieść?" jest odarta z nieistotnych szczegółów, bardzo skondensowana. Ma wielki ładunek emocjonalny - naprawdę za każdym razem, gdy mam z nią do czynienia, niemalże skłania mnie do płaczu. Uważał, że pomimo tak często podkreślanej angielskości tej prozy, można było być spokojnym o rezultaty adaptacji, ponieważ "Dickens już nieraz był bezpieczny w rękach Amerykanów", a nazwisko Zemeckisa stanowiło gwarancję jakości, podobnie jak i udział Carreya. - Jim ma potrzebną tu moc i subtelność - mówił Firth. Podkreślał, że każde słowo i gest są odwzorowaniem gry aktorów. - A w dodatku można było pracować bez długich przerw i w porządku chronologicznym, co sprzyja koncentracji - zachwalał walory techniki "performance capture" angielski aktor.

Firth to jeden z niewielu aktorów, którzy w tym filmie zagrali tylko jedną rolę. Carrey, licząc Scrooge'a w różnym wieku, zagrał ich aż siedem, Gary Oldman trzy, Bob Hoskins dwie, podobnie jak Robin Wright Penn.

Jim Carrey po raz pierwszy wystąpił w produkcji wytwórni Disneya, natomiast Zemeckis powrócił na jej łono po 21 latach (w 1988 nakręcił "Kto wrobił Królika Rogera?").

Wiktoriańskie, autentyczne kostiumy sprowadzono z Anglii i ubrano w nie manekiny, które ustawiono w sali konferencyjnej, gdzie odbywały się zebrania przed-produkcyjne. Kostiumy te były inspiracją dla animatorów, którzy pod kierunkiem Douga Chianga komputerowo odtworzyli stroje z epoki.

Produkcja filmu rozpoczęła się w styczniu zeszłego roku. Podczas ostatniego festiwalu w Cannes po raz pierwszy zaprezentowano fragmenty gotowego utworu, co spotkało się z wielkim zainteresowaniem i pozytywnym odzewem komentatorów.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Opowieść wigilijna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje