"Maria łaski pełna": O PRODUKCJI

Debiut Joshuy Marstona Maria łaski pełna to obraz utrzymany w realistycznej konwencji, fikcja, wiernie ukazująca strukturę i szczegóły życia pojedynczego człowieka. To nie tylko historia o tym jak Maria Alvarez trafia z kolumbijskiej plantacji kwiatów na ulice Nowego Jorku, ale ważna opowieść o ryzyku, determinacji i przetrwaniu. Choć film zawsze koncentruje się na Marii, młodej kobiecie o złożonej osobowości, znajdującej się w skomplikowanym położeniu, pozwala doświadczyć czegoś, o czym większość z nas ma nikłe pojęcie. Jak Maria, nie wiemy, jak potoczą się wydarzenia, a los dziewczyny przejmuje nas troską. Wyrazista gra debiutantki, Cataliny Sandino Moreno, ukazuje Marię pełną siły, słabości i sprzeczności.

Reklama

Reżyser Joshua Marston przez długi czas obserwował środowiska imigrantów w Stanach Zjednoczonych i badał obce kultury. Brooklyn Marstona jest dzielnicą, w której wielu uchodźców z Kolumbii znalazło swój dom. Reżyser śledził politykę kraju, jego sprawy wewnętrzne, łącznie z długotrwałą wojną domową. „Jako filmowiec, staram się znaleźć po drugiej stronie, odszukać niezwykłych ludzi, ich miejsca i ich historie, a potem – słuchać.” – mówi Marston. „Tego rodzaju antropologiczne zainteresowania są powodem, dla którego zacząłem kręcić filmy i dlatego chcę opowiadać te historie.”

Od Kolumbijczyków Marston dowiedział się czegoś o życiu, które porzucili i o tym, jak im się żyje obecnie. Kiedyś rozmawiał z kobietą, która połknęła kapsułki z heroiną i została zatrzymana na granicy, zatrzymana i uwięziona. Problem handlu narkotykami podejmowano już wcześniej, ale to była relacja z pierwszej ręki. Marston mówi: „To historia, z jaką się nigdy wcześniej nie spotkałem i z pewnością bym się nie spotkał, opowiedziana z punktu widzenia kogoś, kto to zrobił. To była jedna z pierwotnych inspiracji filmu: zobaczyć jak to jest być „mułem”, starać się wyobrazić sobie tę sytuację z perspektywy takiej osoby, zrozumieć, co popycha ją do czegoś takiego.”

Marston kontynuował badania, które mogłyby stać się materiałem do filmu, a także dodać mu autentyzmu. Rozmawiał z uwięzionymi przemytnikami i spotkał się z władzami celnymi na Lotnisku Kennedy’ego, gdzie obserwował przesłuchania pasażerów z Kolumbii. Dowiedział się, że narkotyki pakuje się w kapsułki, a „muł” jest w stanie przemycić w organizmie do kilograma kokainy czy heroiny, w zależności od wzrostu danej osoby,

Zbieranie informacji na temat narkotyków, było łatwe w porównaniu do znalezienia odpowiedniej aktorki. To opowieść nie o przemytniczce, ale o młodej kobiecie. Marston przypomina sobie, że zaczął intensywnie myśleć o tej postaci i o tym, jakie decyzje podejmuje. Przeszło miliard ludzi na świecie utrzymuje się za dolara dziennie, a nawet mniej; nie wszyscy stają się „mułami”. Pytanie nasuwa się samo: co sprawia, że osoba znajdująca się w sytuacji bez wyjścia zostaje przemytnikiem? Jest tyle samo odpowiedzi, ile osób, które się tym zajmują.”

Poszukiwania zawiodły Marstona do Orlando Tobóna, szanowanego przywódcy kolumbijskiej społeczności, który od lat osiemdziesiątych pomaga „mułom” i ich rodzinom. Zorganizował transport przeszło 400 osób, które w przeciwnym razie zostałyby pochowane w bezimiennych grobach. Kiedy „muł” umiera, po pomoc dzwonią rodziny, pracownicy medyczni, a nawet policja. Tobón zetknął się z przemytnikami w wieku od 17 do 82 lat. Opowieści tych ludzi zrelacjonował Marstonowi podczas licznych wizyt reżysera w jego biurze podróży. Tobón od początku był zwolennikiem filmu i ostatecznie zgodził się być jego współproducentem. „Uważałem, że to wspaniały pomysł, by pokazać autentyczną sytuację, w jakiej znajduje się „muł”, opisać historię człowieka.” – twierdzi.

Marston zdał sobie sprawę, że altruizm i poparcie Tobóna znajdują praktyczne odniesienie w codziennym życiu kolumbijskiej społeczności z Nowego Jorku. Do biura podróży przy Roosevelt Avenue nieustannie napływali ludzie. Jeśli ktoś potrzebował pomocy w znalezieniu pracy, mieszkania czy wypełnieniu dokumentów imigracyjnych – zwracał się do Tobóna. Marston zaczął to postrzegać, jako istotną część historii, którą chciał opowiedzieć. Tobón stał się więc pierwowzorem postaci „Don Fernanda”.

Najtrudniejszy etap pracy stanowiło zbadanie szczegółów z życia młodej kobiety z Kolumbii. Po rozmowach z mieszkańcami małych miasteczek Marston poznał strukturę tamtejszej rodziny, życiu towarzyskim, a także o monotonnej pracy na plantacjach kwiatów. Reżyser mógł również nieco zaczerpnąć z własnego doświadczenia; w Ekwadorze odwiedził plantacje podobne do tych, jakie znajdowały się w sąsiedniej Kolumbii.

W oparciu o zebrany materiał, Marston stworzył scenariusz zbudowany bardziej wokół historii człowieka niż opowieści o narkotykach. Maria jawi się jako pogodna siedemnastolatka o silnej woli, która staje w obliczu dorosłości i nieznanej przyszłości. „Myślę, że pomimo różnic kulturowych i ekonomicznych, życie siedemnastolatków ma wiele cech wspólnych. To był jeden z powodów, dla których nakręciłem bardzo osobisty film. To historia kogoś, kto próbuje znaleźć własne miejsce na ziemi, odkryć, kim naprawdę jest. Marii nie satysfakcjonuje teraźniejszość, tęskni i szuka czegoś, czego sama nie potrafi zdefiniować i wyrazić. Z tego podłoża wyrósł scenariusz, który miał coraz mniej wspólnego z historią przemytu narkotyków, stając się opowieścią o kobiecie, która, aby osiągnąć coś więcej, pragnie się wyrwać i walczyć ze światem, który ją tłamsi.

Marston wysłał scenariusz producentowi, Paulowi Mezey, którego uznane dramaty realistyczne La Ciudad i Our Song poprzedziły pojawienie się Marii. Oba filmy przedstawiały życie imigrantów i robotników i były kręcone w tych samych wspólnotach, a aktorami byli głównie amatorzy.

Mezey przeczytał scenariusz od razu. „Historia porywa cię od chwili, kiedy pojawia się ta postać” – twierdzi producent. „Widz, podobnie jak Maria, nie wie, co go spotka. Po prostu pozwala się porwać akcji. Jednocześnie scenariusz jest bardzo delikatny. Doskonale dozuje dramatyzm, ale nigdy nie pozwala fabule przesłonić sensu opowieści o młodej kobiecie.”

Mezey zadzwonił do Marstona po tygodniu od otrzymania scenariusza. „Po 45 minutach przekonałem się, że doskonale się rozumiemy” – mówi reżyser. Teraz to była nasza opowieść.”

Mezey wiedział, że nie będzie łatwo nakręcić hiszpańskojęzycznego filmu w kraju o niestabilnej sytuacji politycznej oraz obsadą, w której znajdowali się amatorzy. Tak jak Marston, producent czuł osobisty związek z Kolumbią: jego ojciec tam dorastał. Tak się złożyło, że właśnie miał odbyć tam pierwszą podróż, towarzysząc swojemu ojcu podczas konferencji. „Zapierało mi dech, kiedy czytałem scenariusz, przemierzając z ojcem ten kraj” – wspomina Mezey. „Mogłem obserwować, jak opowieść staje się rzeczywistością i było to zdumiewające. Wtedy to, co istniało tylko hipotetycznie, stało się czymś realnym”.

Mezey wkrótce wrócił do Kolumbii wraz z Marstonem. Chcieli dopracować wszystkie szczegóły i znaleźć potencjalne miejsca na kręcenie filmu. Marston mógł osobiście obserwować życie w Kolumbii, gdzie spędził kilka tygodni. Mieszkał w małych miasteczkach i odwiedził wiele plantacji, rozmawiając zarówno z kierownictwem jak i pracownikami. W centrum dla ciężarnych nastolatek usłyszał osobiste historie dziewcząt znajdujących się w rozmaitych sytuacjach życiowych. Odwiedzał przebywających w więzieniach przemytników, rozmawiał z człowiekiem, który przez lata przygotowywał narkotyki do połknięcia. Zademonstrował on, w jaki sposób obcina się palce gumowej rękawiczki, waży narkotyki i mechanicznie formuje w maleńkie bryłki zanim zostaną przez przez sześć warstw lateksu i związane nicią dentystyczną.

Zanim przystąpił do realizacji projektu, Mezey został odesłany do Jamie Osorio Gómeza, wiodącą postać kolumbijskiego przemysłu filmowego. Gómez pracował przy południowoamerykańskich produkcjach filmowych i telewizyjnych i właśnie wyprodukował Our Lady of the Assassins Barbeta Schroedera. Gómez był zaskoczony autentycznością scentariusza. „To brzmiało, jak by zostało napisane przez Kolumbijczyka. Doskonale opisano szczegóły z życia Marii – jej pracę, dom, rodzinę, kłopoty finansowe, z którymi musiała się borykać z dnia na dzień.” – przyznaje. W poszukiwaniu motywów jakie kierowały dziewczyną, oklepany temat handlu narkotykami przybiera ludzki wymiar. „Codziennie oglądamy w wiadomościach ludzi, którzy zostali złapani w Kolumbii czy w Stanach lub zmarli próbując przemycić narkotyki do USA, Europy czy Azji. Słyszy się opowieści o aresztowanych przyjaciołach, sąsiadach, ludziach zupełnie obcych. Oglądamy sponsorowane przez rząd reklamy społeczne przeciwko handlowi narkotykami. Pod latarnią jest zawsze najciemniej.”- wyjaśnia Gómez.

Gómez został współproducentem filmu i szybko stanął przed trudnym zadaniem obsadzenia ról. W Kolumbii powołał dwie grupy. Jedna wyszukiwała zawodowych aktorów, druga, złożona z młodych filmowców znanych jako „El Barco”, skupiała wysiłki na wyszukaniu talentów wśród amatorów. Czteroosobowy zespół „El Barco” roznosił ulotki na plantacjach kwiatów, jeździł do małych miasteczek z megafonem na dachu samochodu, brał udział w audycjach lokalnych rozgłośni, wzywając do udziału w castingach.

W tym samym czasie odpowiedzialne za casting Ellyn Marshall i Maria Nelson przeprowadzały przesłuchania w Queens, New Jersey, Long Island, Miami – wszędzie tam, gdzie znajdowały się liczne skupiska społeczności kolumbijskiej. W Ekwadorze kolejna grupa osób przesłuchiwała członków wspólnoty w stolicy kraju, Quito.

Aktorka grająca Marię musiała nie tylko zagrać w filmie, ale również zrozumieć rolę i umieć zagrać osobę pełną sprzeczności, aby uczynić tę postać wiarygodną. „Maria jest konfliktowa” – zauważa Mezey. „Często jest impulsywna i nie zawsze podejmuje właściwe decyzje. Ma złożoną osobowość, będącą wyzwaniem dla każdej aktorki, nieważne czy zawodowej czy amatorki.”

W ciągu kilku następnych miesięcy przesłuchano przeszło 800 młodych kobiet. Podjęto już decyzję o przesunięciu terminu realizacji zdjęć, kiedy zniechęcony Marston otrzymał z Kolumbii kasetę video. „Włączyłem magnetowid i prawie nie patrzyłem na ekran” – wspomina. „Catalina pojawiła się w nagraniu pierwsza i dokładnie na 30 sekund. Momentalnie mnie urzekła i już wiedziałem. To była Maria. Wyglądała i zachowywała się jak postać, którą stworzyłem, a we wszystkim, co robiła, czułem zdumiewającą świeżość. Za każdym razem, kiedy improwizowała, robiła to inaczej i zawsze w niezwykle interesujący sposób.”

Studentka uniwersytetu, Catalina Sandino Moreno usłyszała o przesłuchaniu od przyjaciela. Studiowała aktorstwo i brała udział w castingach do reklam, ale nigdy nie została wybrana. Przypomina sobie, że wahała się, czy wziąć udział w przesłuchaniu do filmu. „Stwierdziłam, że skoro dotychczas nie wybrano mnie do czegokolwiek, dlaczego miałabym zostać wybrana do filmu? Przyjaciel powiedział, żebym spróbowała, a mama, że muszę tam pójść.”

Tymczasem grupa „El Barco” złożyła wizytę w szkole średniej w południowej Bogocie. Zajęcia właśnie się skończyły, ale udało się przekonać trzydzieścioro pięcioro uczniów, aby zostali trochę dłużej. Po kolei stawali przed kamerą, podawali imiona i mówili parę słów o sobie. Grupa „El Barco” od razu wyróżniła Yenny Paolę Vegę jako kandydatkę do roli Blanki. „Ta dziewczyna nigdy nie była aktorką, nie myślała nawet o tym, by zagrać w szkolnym przedstawieniu i nie zawracałaby sobie głowy przesłuchaniem odbywającym się w północnej Bogocie.”- opowiada Marston. Improwizacje Vegi zrobiły na reżyserze wrażenie. „Yenny ma tę niezwykłą, naturalną zdolność improwizacji oraz dobierania sposobu odegrania postaci do okoliczności.” – komentuje Marston.

W 2001 roku polityczna niestabilność i przemoc doszły w Kolumbii do punktu kulminacyjnego. Ekipa filmowa coraz bardziej obawiała się, że dalsza praca okaże się niemożliwa. Rozważano możliwość przeniesienia zdjęć do Ekwadoru, który graniczy z Kolumbią i ma podobne ukształtowanie terenu. Kolejną korzyścią były liczne ekwadorskie plantacje kwiatów, z których część należała do żyjących na emigracji Kolumbijczyków.

W przeniesieniu produkcji z Kolumbii do Ekwadoru filmowcy napotkali ogromne przeszkody. Nadrzędną troskę stanowiło zachowanie wizualnej integralności filmu rozgrywającego się w Kolumbii. Kwestia ta odnosiła się nie tylko do planu filmowego, ale również do aktorów i statystów. Aby upewnić się, że zarówno plenery jak i zdjęcia w budynkach będą dopracowane w najmniejszym szczególe, Gómez pomógł wynająć w Kolumbii osoby mające dla filmu kluczowe znaczenie, włączając w to Monikę Marulandę, scenografa Our Lady of the Assassins. Odszukał także doświadczonych kolumbijskich pracowników ekwadorskiego świata filmu i telewizji. Do ekipy dołączyła, mająca swą siedzibę w Quito, firma produkcyjna, Altercine, której szefem był producent Gigia Jaramillo i twórca filmów dokumentalnych, Pocho Alvarez.

Na miejsce kolumbijskiego domu Marii zostało wybrane Amaguaña, małe miasteczko na południu od Quito. Do pracy przystąpiono, malując domy i budynki użyteczności publicznej w jaskrawe kolory, jakie dominowały w kolumbijskim krajobrazie, a których brakowało w Amaguaña. Filmowcy przywieźli z Kolumbii również wyposażenie i musieli przemalować znaki drogowe na typowo kolumbijskie.

Do czasu przyjazdu aktorów, miasto zostało całkowicie zmienione. „Kościół, szpital, apteka i bar były dokładnie takie, jak w kolumbijskiej wiosce. Kolory były identyczne. Dom Marii wyglądał jak dom kolumbijski. Czułam się jakbym była w swoim kraju.” – wspomina Moreno.

Marston spędził trzy tygodnie przeprowadzając próby z aktorami, którzy mieli zagrać w kolumbijskiej części filmu. Miał oryginalny system pracy. Aktorzy obsadzeni w roli, otrzymywali pierwszą część scenariusza w języku hiszpańskim (kończy się w momencie, kiedy Maria wsiada do samolotu) i musieli ją zwrócić następnego dnia. Kiedy przyjeżdżali do Ekwadoru kilka tygodni później, improwizowali, skupiając się na postaci i tle. Ostatecznie zaczęli odgrywać określone sceny w oparciu o to, co pobieżnie zapamiętali ze scenariusza. Później nanoszono poprawki na oryginał. W rezultacie, jak stwierdza reżyser, „każdy z aktorów odgrywał swą postać tak, jak ją czuł. Aktorzy mieli poczucie, że to jest ich historia, ich sceny, ich postacie i ich dialog.”

Próby pomogły także w zaznajomieniu się i wzajemnym zrozumieniu, potrzebnym do stworzenia na ekranie autentycznych, żywych relacji. To było szczególnie istotne w przypadku Moreno i Vegi, które jako Maria i Blanca spędziły razem najwięcej czasu. „Od samego początku nawiązałyśmy między sobą nić porozumienia. Poza próbami rozmawiałyśmy o życiu prywatnym, o tym, jakie będą odgrywane przez nas postacie i co chciałybyśmy przekazać w danej scenie. Bardzo mi się podobał związek Marii i Blanki podczas podróży. I końcówka, kiedy po tym, co przeszły, zrozumiały, że poradzą sobie w pojedynkę. To rzecz o przyjaźni i niezależności.” – wspomina Moreno.

Spontaniczność i naturalizm stworzyły schemat wizualny filmu. Marston i zdjęciowiec Jim Denault, zdecydowali, że filmowanie bez statywu to najpewniejszy sposób na osiągnięcie wrażenia bliskości i skupienia, którego wymagała historia Marii. „W takim stopniu, w jakim Maria jest siłą napędową filmu, jest również motorem tego, co widzimy. Więc jeśli ona się przemieszcza, widz przemieszcza się razem z nią. Jim Denauld odegrał kluczową rolę w zdefiniowaniu koncepcji zdjęciowej, jaka pasowałaby do Marii i jej historii.” – komentuje Marston.

Od razu było oczywiste, że Marston znalazł w Moreno aktorkę, która z łatwością poradzi sobie przed kamerą. „Catalina nie tylko wniosła ze sobą powiew świeżości i kreatywność, jaką dało się zauważyć podczas przesłuchania. Kiedy tylko zaczęliśmy zdjęcia, instynktownie wiedziała, jak zachowywać się przed kamerą.” – mówi filmowiec.

Aktorka chwali Marstona za pomoc w nadaniu ostrości jej postaci oraz stworzenie spokojnej atmosfery pracy. „Josh był ogromną podporą, przez cały czas dodawał mi mnóstwa siły.” Sandino oczywiście obawiała się o swój debiut w filmie, w którym gra niemal w każdej scenie. „Pracując z Joshem i Paulem wiedziałam, że każdy dzień skończy się dobrze.”

Kiedy rozpoczęły się zdjęcia, momentem krytycznym była dla filmowców bliska współpraca z lokalną społecznością. W Ekwadorze, gdzie wszyscy aktorzy i większość obsługi była Kolumbijczykami, na planie porozumiewano się po hiszpańsku. Od samego początku zostały nawiązane przyjazne stosunki i filmowcy starali się zainwestować jak najwięcej pieniędzy z produkcji w lokalną gospodarkę, czy chodziło o wynajęcie pobliskiej restauracji dla potrzeb cateringu, czy wypożyczenie od mieszkańców Amaguaña rekwizytów. Kiedy nadszedł czas sfilmowania przyjęcia na placu miejskim, wszyscy zostali zaproszeni. W Nowym Jorku obowiązywały te same zasady, a obecność Orlando Tobóna, zapewniała dobre nastawienie wśród kolumbijskiej społeczności. W Jackson Heights ludzie zapraszali ekipę filmową do siebie. „Coś takiego miało tutaj miejsce po raz pierwszy. Jeszcze nikt nie nakręcił filmu mówiącego o kolumbijskich doświadczeniach, w kolumbijskiej wspólnocie w Queens.” – mówi Tobón.

Tobón również debiutował w filmie jako „Don Fernando”, który natychmiast wyczuwa ciężkie położenie Marii i przygotowuje transport zwłok współprzemytniczki, Lucy. „Kiedy pracowałem nad filmem, miałem czasami wrażenie, że to dzieje się naprawdę, bo znajdowałem się w takiej sytuacji setki razy.” – zauważa Tobón. „Kiedy zobaczyłem Catalinę w roli Marii, przypomniałem sobie wiele osób mających takie same problemy. Ten film ma w sobie wiele autentyzmu.”

Doświadczenie kolumbijskich imigrantów znajduje swoje odbicie w historii siostry Lucy, Carli (granej przez Patricię Rae), która pozwala Marii u siebie zamieszkać. Jak wyjaśnia dziewczynie, obietnica nowego życia w Stanach Zjednoczonych nie jest łatwa do spełnienia i wymaga poświęcenia. Ten temat często powracał w rozmowach Marstona z imigrantami, bez względu na to, z jakiego kraju pochodzili. „Gdziekolwiek się nie obejrzysz, spotykasz obcych ludzi, pragnących znaleźć lepsze perspektywy.” – stwierdza twórca filmu. „Moim celem było pokazanie, jak to jest być imigrantem, który przyjeżdża do naszego kraju. Sportretować sprzeczne uczucia pomiędzy koniecznością opuszczenia domu i wyborem innego miejsca, w którym przyjdzie żyć, nieustanne rozdarcie pomiędzy dwiema przestrzeniami.”

Maria ostatecznie wybiera życie emigrantki. Decyzja ta jest rezultatem jej dorastania i głębszego zrozumienia, jak może wyglądać jej przyszły los. Moreno zauważa, że to niezwykle silna dziewczyna. „Podoba mi się sposób, w jaki toczy walkę dla dziecka. Nie kocha swojego chłopaka, ale kocha maleństwo, które w sobie nosi i nie chce, by doświadczyło tego, przez co sama przeszła.”

Dziewczyna odkrywa, że można inaczej kształtować swoje życie. „W filmie Maria podejmuje negatywne decyzje, by ostatecznie podjąć tę właściwą. Nie chodzi o to, czego nie chce, ale właśnie o to czego chce.” – zaznacza Marston. To poszukiwanie odzwierciedla tytuł filmu. Maria jest pełna dumy, która stanowi potencjał dla czegoś, z czego nie zdaje sobie sprawy w okolicznościach, w jakich znajduje się na początku.”

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Maria łaski pełna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje