"Krwawe Walentynki 3D": MIŁOSNY TRÓJKĄT

W samym centrum historii MOICH KRWAWYCH WALENTYNEK 3D znajdziemy trójkę przyjaciół ze szkoły średniej, uwikłanych w trwający od dziesięciu lat miłosny trójkąt: Toma, Axela i Sarah - żonę Axela i miłość Toma ze szkoły średniej. Jensen Ackles, Kerr Smith i Jaime King, wcielający się w role trójki głównych bohaterów, stoją na czele imponującej obsady filmu, w której znalazło się wiele gorących, młodych nazwisk Hollywood oraz uznani i doświadczeni aktorzy.

"Jensen, Jaime i Kerr nadają swoim postaciom niezwykłą głębię" mówi Lussier. "Mamy też świetnych aktorów drugoplanowych, jak Kevin Tighe, Tom Atkins i Edi Gathegi. Wszyscy oni dali z siebie znacznie więcej niż przewidywał scenariusz."

Reklama

Jensen Ackles gra Toma Hannigera, który jest katalizatorem całej fabuły. "Tom wraca do rodzinnego miasteczka, żeby zamknąć niedokończoną sprawę", mówi Lussier. "Jensen ma w sobie wiele naturalnego uroku. Ma kinową charyzmę i prezencję, co sprawia, że w obliczu przeciwności jego postać Toma wzbudza niezwykłą sympatię i zainteresowanie."

Wyjątkowe aspekty techniczne filmu wzbudziły ciekawość Acklesa. "Myślę, że w 3D wszystko jest o wiele bardziej cool", mówi aktor, który nie raz miał do czynienia z przerażającymi sytuacjami w dobrze znanym serialu telewizyjny "Nie z tego świata". "Jestem bardzo ciekawy, jak ta historia potoczy się w takim formacie. Myślę, że będzie o wiele bardziej przerażająca".

"Patrick był fantastyczny", mówi Ackles o reżyserze. "Uważam, że montażyści to bardzo dobrzy reżyserzy, ponieważ potrafią sobie dokładnie wyobrazić, czego chcą i jak to osiągnąć. Patrick ma też dobre podejście do aktorów. To wszystko sprawia, że łatwo się z nim pracuje".

Jaime King gra Sarah, kobietę w samym centrum miłosnego trójkąta filmu. "Jaime nie jest typową bohaterką krwawego horroru", mówi Lussier. "Sprawia, że postać Sarah nabiera niezwykłej wiarygodności. Przez cały czas, kiedy jest obecna na ekranie pokazuje wewnętrzny konflikt nieodwzajemnionej miłości do Toma, a jednocześnie uczucie, jakie żywi wobec męża".

Jaime King bardzo podobało się, że Lussier w tak dużym stopniu skupia się na przeżyciach bohaterów. "Scenariusz miał staranną i złożoną strukturę. Jensen, Kerr i ja mieliśmy szansę usiąść razem i zastanowić się, jak sprawić, żeby nasza historia była możliwie jak najbardziej wielowątkowa i subtelna. Łatwo zrobić coś sztampowego, ale mnie to nie interesuje, podobnie jak twórców filmu."

Gwiazda czerpała też energię i inspirację od kolegów z planu, Acklesa i Smitha. "To wielkie szczęście, pracować z tak utalentowanymi aktorami", mówi. "Mogłam przyglądać się temu, jak budują role. Każdy aktor na swój sposób powołuje do życia i uwiarygodnia swoją postać, a ja z wielką przyjemnością wzięłam udział w tym doświadczeniu, w którym pracowaliśmy razem, żeby nasza historia była jak najlepsza".

Kerr Smith, który w większości scen grał z King, jest równie wylewny wobec swojej filmowej partnerki. "Jaime jest fantastyczna", mówi. "To zawsze ogromna korzyść pracować z kimś, kto rozumie, o co chodzi, a ona taka właśnie jest. Po prostu zna sedno każdej sceny, dzięki czemu podczas kręcenia możemy szukać najlepszej drogi".

Reżyserowi najtrudniej było obsadzić postać Axela. "Axel jest bardzo skonfliktowanym wewnętrznie człowiekiem, którego pociąga ciemna strona", mówi. "Wie, że nie był pierwszym wyborem Sarah. Decyzje, jakie podejmował w kontekście swojej postaci są wyjątkowe i bardzo głębokie, zaś momenty filmu, na których się skupiał i zadziwiające rezultaty, jakie to przyniosło, są po prostu fascynujące".

"Jestem typem człowieka, który zaczyna pracować bez konkretnego planu", mówi Kerr. "Jest zwykle kilka spraw, na których chcę się skupić, ale zasadniczo chodzi mi o to, żeby poznawać postać w trakcie kręcenia i szukać wiarygodności w każdej sytuacji. Patrick dał mi wiele swobody, co mi się bardzo podobało."

Obsada przerosła oczekiwania reżysera. "Ich gra aktorska była niezwykle przekonująca", mówi Lussier. "Praca z tak wyjątkowym zespołem była czymś niezwykłym, ponieważ wciąż zaskakiwali siebie nawzajem, biorąc udział w tym wielkim i wspaniałym spisku, który miał na celu nakręcenie fantastycznego horroru. Dzięki ich współpracy cała historia jest o wiele lepsza, ponieważ sprawili, że ich postaci, podobnie jak film stały się trójwymiarowe.

Twórcy filmu zaczęli szukać planów filmowych w Pittsburghu, niedaleko zagłębia węglowego w zachodniej Pensylwanii. "Jedną z pierwszych lokalizacji, na które się zdecydowaliśmy, była kopalnia", mówi Lussier. "Jest już zamknięta, ale ma niezwykłą, wyjątkową atmosferę".

"Brutalne", tak Patrick Lussier określa długie dni, spędzone na planie MOICH KRWAWYCH WALENTYNEK 3D, podczas których aktorzy i twórcy filmu dostali próbkę tego, czym jest praca w kopalni. "Kopalnia to niezwykle klaustrofobiczne miejsce, w którym panuje ogromna wilgoć. Przez cały czas byliśmy pokryci błotem i czym tylko możecie sobie wyobrazić. Wszyscy twórcy filmu, a niektórzy z nich mają 20 albo 30-letnie doświadczenie, uznali, że to najgorsze miejsce, w jakim pracowali. A mimo to, osiągnęli coś wyjątkowego. Mieliśmy wielkie szczęście, że w ten projekt zaangażowała grupa tak oddanych fachowców."

Sufit w kopalnianym szybie, gdzie rozgrywało się wiele kluczowym scen, był tak niski, że ekipa często miała trudności, żeby się wyprostować. "Pozwoliło nam to wykreować maksymalnie klaustrofobiczny świat, w którym główni bohaterowie zostają uwięzieni w krytycznym momencie filmu", mówi Lussier. "W kopalni panuje swoista akustyka. Ma się wrażenie, że ona oddycha, słychać kapanie kropel wody, przypominające płacz. Człowiek czuje się w niej uwięziony i kiedy dociera do kolejnego ślepego zaułki, rodzi się w nim przerażenie."

Paradise przygotował dla twórców filmu specjalny sprzęt do kręcenia w kopalni. "Mogliśmy robić zdjęcia z góry, mówi Paseornek. "W przeszłości było to niemożliwe, ponieważ sam sprzęt ważył prawie 230 kilogramów."

W wyniku tego, ma się wrażenie, że kopalnia jest niezwykle długa i głęboka. "Nie jest to jedynie czarna dziura", wyjaśnia Penner. "3D pozwala ci poczuć, że zaglądasz do kopalni. Masz wrażenie, że się w nią zagłębiasz."

U aktorów lokalizacja budziła mieszane uczucia; trudno się w niej pracowało, ale stanowiła też źródło inspiracji. "Poczuliśmy, jak to jest mieszkać w miasteczku kopalnianym", mówi King. "W kopalni mieliśmy towarzystwo małych nietoperzy. Trzeba było uważać, żeby nie uderzyć głową w sufit. Jednak uważam, że wspaniale grać w plenerach. O wiele łatwiej wczuć się w rolę.

Teksańczyk Ackles czuł lekki dyskomfort w kopalni. "Przemieszczając się trzydzieści albo czterdzieści metrów pod ziemią, kiedy jedyne wyjście ma się daleko za sobą, człowiek czuje się dość nieswojo".

"Najgorszą stroną kręcenia filmu w kopalni jest fakt, że kręcisz film w kopalni", mówi Kerr. "Wiele razy uderzyłem się w głowę, powiem tylko tyle. Ale kręcenie w plenerach to zawsze lepsze wyjście, przynajmniej dla mnie. Dzięki temu, jesteśmy w pełni obecni w danej sytuacji".

Ale czym byłaby kopalnia bez Górnika? Każdy, kto oglądał oryginalny film, nigdy nie zapomni przerażenia, jakie budziła ta demoniczna, mroczna postać. Kto lub co, kryje się za maską Górnika?

"Ten sekret jest jedną z najbardziej ekscytujących aspektów filmu", mówi Lussier. "Ktoś popełnia okropne czyny, a my nie wiemy kto. Nie znamy jego motywacji. Górnik jest prześladowcą brutalnym i nieustępliwym. To perfekcyjna maszyna do zabijania. Nie da się jej ubłagać. Nie można prosić jej o litość. Jedyne czego chce, to pobawić cię życia.

"Dlatego film jest tak przerażający", mówi reżyser. "Niektórych scen nigdy nie zapomnisz. W jednej chwili będziesz się śmiał, a w następnej wyskoczysz do góry, ponieważ będziesz tak zaszokowany i zdziwiony przebiegiem zdarzeń."

"Górnik niekoniecznie pochodzi z innego świata. To po prostu gość z charakterem," uśmiecha się Murray. "A jego charakter jest dość ekstremalny. Nie ma żadnych uczuć, tak przynajmniej wygląda to z zewnątrz. Kiedy więc się pojawia, robi się naprawdę groźnie. A może być każdym z nas."

Ukryty od stóp do głów w górniczym stroju, zabójca wygląda bardzo sugestywnie. "Górnik jest taki przerażający dlatego, że jest maszyną, której nie obchodzisz" mówi Lussier. "Nie można nic wyczytać z jego oczu. Nie można w nim dostrzec duszy".

"W porównaniu z oryginalnym filmem, w niewielkim stopniu zmieniliśmy jego kostium", mówi dalej reżyser. "Braliśmy pod uwagę wiele różnych masek gazowych; przejrzeliśmy całe mnóstwo ubiorów górniczych. W końcu zdaliśmy sobie sprawę, że oryginalny strój jest najlepszy. Trochę go uaktualniliśmy, żeby wyglądał na nieco bardziej nowoczesny i znoszony."

Broń Górnika to kilof, standardowe narzędzie w kopalniach, z uwagi na wszechstronne zastosowanie. "To bardzo brutalna broń, którą Górnik posługuje się z wielką pomysłowością i precyzją", mówi Lussier. "Jest zakończone dłutem, którym można roztrzaskać kość. Ma szpikulec, nadający się dosłownie do rozrywania szczęk. Można nim wydłubywać oczy. Można kogoś rozszarpać od stóp do głów. Ma nieskończenie wiele rewelacyjnych zastosowań."

Człowiekiem odpowiedzialnym za "krwawy" aspekt MOICH KRWAWYCH WALENTYNEK 3D, jest Gary Tunnicliffe. Od dzieciństwa fan horrorów i charakteryzacji, Tunnincliffe zaczął szlifować swoje umiejętności w Pinewood Studious w Londynie. "Czytałem scenariusze, w których było napisane 'wtedy zostaje dźgnięty nożem' albo 'jego głowa zostaje odrąbana'" , wspomina. "Zawsze wydawało mi się, że można by zrealizować to w ciekawszy sposób. Uwielbiam siedzieć w zaciemnionej sali kinowej, oglądać film, nad którym pracowałem i czekać na moment "śmierci", żeby usłyszeć, jak ludzie zachłystują się z przejęcia albo dziewczyny - i faceci też - zasłaniają twarz rękami. Uważam, że to kinowa wersja 'czarów' magika.

"Ten film dał mi niezwykłą szansę nadania nowego wymiaru temu klasycznemu horrorowi z lat osiemdziesiątych i jego kultowemu mordercy".

Tunnincliffe zdał sobie sprawę, że nawet najbardziej realistyczna charakteryzacja wszystkiego nie załatwi. "Prawdziwa przyjemność, jaką czerpie się z tego filmu to fakt, że jest w trójwymiarze, więc wszystko w nim można zobaczyć", mówi. "Jeśli chodzi o charakteryzację, jest ona zaledwie kilkucentymetrowa. Ostatecznie zrobiliśmy odlewy postaci aktorów, których używaliśmy jak manekinów. Wtedy aktor może naprawdę włożyć do czyjegoś ciała rękę, żeby wyrwać z niego serce".

Jeżeli Lussier i jego zespół mieli jakiś cel, to było nim pozostanie wiernym legendzie, stanowiącej inspirację do ich filmu. "Wiecie, że powstał tylko jeden film Moja krwawa walentynka. Nigdy nie nakręcono sequela. Kiedy pojawił się w kinach, od razu otoczyła go zła sława, ponieważ stał się obiektem surowej krytyki MPAA (Motion Picture Association of America). Podobno z filmu wycięto dziewięć najbardziej krwawych i przerażających minut. Zrobiliśmy absolutnie wszystko, żeby dorównać tym dziewięciu minutom."

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Krwawe Walentynki 3D

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje