"Kobieta w czerni": KREOWANIE ŚWIATA CRYTHIN GIFFORD

Na ekranie, oprócz Daniela Radcliffa, zobaczymy także Ciarán Hinds, Janet McTeer i Shaun Dooley jako mieszkańców wioski Crythin Gifford. James Watkins, pracując z Karen Lindsay-Stewart, reżyserką castingu, zdradził, że zależało im na ukazaniu prawdziwego oblicza mieszkańców wsi. "Nie chcieliśmy, aby widzowie postrzegali ich jako wieśniaków. Dlatego też zgodziliśmy się, że nie będziemy skupiać się na odkrywaniu odmienności środowiska miejskiego i wiejskiego. Zależało nam, aby widzowie mogli poczuć ból i strach tych ludzi, spowodowany śmiercią właścicielki Domu na Węgorzowych Moczarach".

Reklama

Każda postać w filmie posiada własną historię, która ma bardzo duży wpływ na przedstawione wydarzenia. Watkins: "Podczas castingu zrobiliśmy wiele prób z udziałem Jane, ponieważ zależało nam, aby z każdej postaci wydobyć jak najwięcej informacji, chciałem, aby każdy bohater opowiadał oddzielną historię".

Watkins jest zadowolony z tego, że tak wielu uzdolnionych aktorów przyjęło jego zaproszenie do udziału w filmie. "Jako reżyser masz bardzo duży wpływ na obsadę, dlatego też, będąc wielkim fanem talentu Ciarána Hindsa, zaproponowałem, by wcielił się w postać Pana Daily. Od dłuższego czasu przyglądam się jego karierze, wiedziałem, że będzie idealny do tej roli".

Misha Handley zagrał rolę Josepha, syna Arthura Kippsa. Misha w rzeczywistości jest chrześniakiem Danielem Radcliffa. Watkins: "Widziałem wielu młodych aktorów, którzy starali się o tę rolę, ale obserwując Dana i Mishę, zauważyłem, że łączy ich wyjątkowa więź, która widoczna jest również na ekranie. Misha jest urodzonym aktorem".

Jedna z najważniejszych zmian, jakie Jane Goldman wprowadziła do scenariusza, dotyczy syna Kippsa. W powieści Hill, Joseph przychodzi na świat dopiero po powrocie Arthura z Crythin Gifford. Natomiast Jane, szukając sposobu na pogłębienie obrazu psychologicznego głównego bohatera, zdecydowała się wprowadzić postać syna już w scenie otwierającej film. Arthur decyduje się opuścić Josepha i wyjechać w sprawach służbowych. To uczucie rozłąki staje się kluczowym punktem fabuły i ma fundamentalne znaczenie dla wydarzeń przedstawionych w filmie.

Jane Goldman: "W związku z tym, że książka Susan Hill została napisana w duchu powieści wiktoriańskiej, podczas lektury czytelnik nie zadaje pytań, które mogą się pojawić w trakcie odbioru filmu, jak np. dlaczego Arthur nie zdecydował się wyjechać z tego miejsca wcześniej? Pracując nad scenariuszem, wiedziałam, że muszę odwołać się do pewnych konwencji filmowych, by odpowiedzieć na pytania o tym, co kierowało Arthurem, dlaczego tak nalegał, by pozostać w Domu na Węgorzowych Moczarach".

Pracując nad powieścią Susan Hill, Goldman postanowiła przeanalizować kilka japońskich horrorów. Jak sama przyznała "Historia ukazana w książce jest przerażająca, ale posiada też głębię. Dlatego pisząc scenariusz, nieustannie odwoływałam się do jednych z najlepszych filmów japońskiego kina grozy ostatnich lat".

Zdaniem Goldman, J-Horror, czyli nurt japońskiego kina grozy, który stał się popularny dzięki takim tytułom jak The Ring - Krąg (reż. Hideo Nakata) czy też Klątwa (reż. Takashi Shimizu), ma dużo wspólnego z klasyczną powieścią wiktoriańską o duchach. "Bardzo często są to filmy o dużym ładunku emocjonalnym, poruszające trudne tematy, ale jednocześnie zrealizowane tak, by skutecznie przestraszyć współczesnego widza. A zatem, te dwie rzeczy wcale nie muszą się wzajemnie wykluczać. W dodatku w Japonii istnieje ogromne zainteresowanie epoką wiktoriańską. Przyznaję, że szukanie równowagi pomiędzy powieścią wiktoriańską a japońskim kinem grozy, było naprawdę interesującym zajęciem".

James Watkins: "Pomysł Jane wydał mi się szalenie interesujący i świeży. Dlatego też, zastanawiając się nad tym z jakich elementów zbudować świat przedstawiony w filmie, postanowiłem obrać podobny kierunek. Odbyłem na ten temat bardzo długą rozmowę z Timem Maurice-Jonse'em, operatorem. Zależało nam, aby film został zrealizowany zgodnie z wzorcami współczesnego horroru, co staraliśmy się podkreślić ruchem kamery czy inscenizacją scen".

Pracując nad wyglądem Domu na Węgorzowych Moczarach, mrocznej posiadłości położonej na skraju wioski Crythin Gifford, Watkins chciał uniknąć porównań ze stereotypowym wyobrażeniem dworu nawiedzonego przez duchy. Jak ujął to sam reżyser: "Chciałem oddać to wszechobecne uczucie rozpadu, nie popadając jednocześnie w monochromatyczny banał".

Watkins, pracując ze scenografką, Kave Quinn, postanowił wykorzystać bogatą paletę barw, sprawiając, że kolory w jakich utrzymana jest posiadłość, są o wiele bardziej nasycone i gęste, niż pozwalała na to konwencja. Watkins: "Skupiliśmy się przede wszystkim na kolorach przynoszących skojarzenie z rozkładem i śmiercią: fiolet, czerń, czy też głęboki kolor karmazynowy. Chciałem, aby piękno i bogactwo tego miejsca poraziło widza. Jednocześnie pamiętając, że mamy do czynienia z posiadłością nawiedzaną przez duchy, zadbałam o liczne zakamarki, szczeliny i inne ciemne miejsca, którym następnie nadałem odpowiednie oświetlenie".

Quinn wyjaśnia, że proces konstruowania Domu na Węgorzowych Moczarach, rozpoczął się od szukania właściwego domu. "Naszym celem było znalezienie posiadłości, która będzie miała własną osobowość. Nieocenioną pomocą okazał się tutaj nasz manager ds. lokalizacji. Gdy w końcu trafiliśmy na odpowiedni budynek, patrząc na niego, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że posiada on oczy, dodatkowo dwuspadowe szczyty nadawały mu niewiarygodnie złowieszczy wygląd".

Quinn: "Zanim przystąpiłam do projektowania i aranżacji wnętrza, przejrzałam mnóstwo zdjęć opuszczonych budynków, klatek schodowych i paneli. Z kolei, gdy wybierałem kolory, zależało mi na uzyskaniu efektu posiniałej purpury, wykorzystałam również zgniłą zieleń by wzmocnić poczucie rozkładu".

Jednak największym wyzwaniem, przed jakim stanęła ekipa produkcyjna, było znalezienie miejscowości, która z powodzeniem udawałby Crythin Gifford. Jak wyjaśnia Quinn: "Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że w XXI wieku nawet najmniejsze miasteczko pełne jest samochodów, autobusów, znaków drogowych i nowoczesnych budynków, które trzeba będzie w jakiś sposób ukryć. Szukaliśmy terenu, pełnego obiektów świadczących o bogatej przeszłości. Takim miejscem okazało się Halton Gill, znajdujące się w samym sercu Yorkshire Dales, gdzie natknęliśmy się na imponujące domy liczące ponad 400 lat".

Quinn: "Współpraca z Jamesem Watkinsem była dla mnie niezwykłym doświadczeniem, bardzo dobrze rozumieliśmy się na planie zdjęciowym".

Watkins: "Kave jest wspaniałą kobietą, wykonała niesamowitą pracę na planie naszego filmu. Od samego początku rozumiała, co chciałem osiągnąć w zakresie scenografii. Wspólnie zaprojektowaliśmy długi korytarz, dzięki któremu udało mi się osiągnąć efekt rzeczywistej głębi w kadrze. Opowiadając historię o duchach, należy pamiętać, że nie można zdradzić wszystkiego, pewne elementy muszą pozostać w rogach kadru, niedopowiedziane".

Operator, Tim Maurice-Jones, wspomina, że w czasie pracy nad zdjęciami do filmu, najważniejszą wskazówką jaką otrzymał od reżysera, było jedno proste słowo, które brzmiało kontrast. "Postanowiliśmy użyć tylko jednego źródła światła do oświetlenia całego planu, a następnie operując światłem i cieniem staraliśmy się uzyskać odpowiedni kontrast".

Watkins zdecydował się również na grę z podstawową konwencją sztuki filmowej w celu intensyfikacji poczucia grozy, którą odczuwamy przez cały film. "Wykorzystaliśmy wszelkie możliwe środki, by wytrącić widza z równowagi," zdradza Watkins. "Filmowaliśmy przy róznej prędkości migawki oraz przy różnej szybkości klatek, zastosowaliśmy też szybki, nielinearny montaż. Nie chcieliśmy osiągnąć efektów trickowych, ale wykorzystaliśmy te możliwości filmu, które pozwoliły nam opowiedzieć tę historię prosto i szczerze i to było dla mnie najważniejsze. Niekoniecznie trzeba sztywno trzymać się zasad, bo o wiele ciekawsze jest badanie różnych możliwości".

Jon Harris, montażysta, uważa że James Watkins miał mnóstwo świetnych pomysłów, jak skutecznie przestraszyć widza. "Chcieliśmy osiągnąć coś w rodzaju widzenia peryferyjnego. Chociaż sam nie wierzę w duchy, gdy wchodzę do starego domu, mam wrażenie, że kątem oka widzę poruszające się rzeczy. Staraliśmy się uzyskać taki efekt na ekranie".

James Watkins i Jon Harris mieli okazję współpracować ze sobą już wcześniej. Po raz pierwszy spotkali się na planie filmu Eden Lake, debiutu reżyserskiego Watkinsa, a następnie przy okazji kręcenia zdjęć do filmu Zejście 2. Watkins: "Jon miał ogromny wpływ na kształt filmu, na planie pełnił rolę drugiego reżysera, miał też duży udział w przygotowaniu scenariusza".

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Kobieta w czerni

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje