"Czerwona planeta": REALIZACJA

Według producenta "Czerwona planeta" to "przykład kina, które łamie bariery gatunku. Jest to kino science fiction i jednocześnie film przygodowy z elementami romansu. Cechą, która wyróżnia ten tytuł spośród wielu innych jest fabuła, oparta na faktach naukowych. To jest inteligentny film, który stawia trudne pytanie: Co będzie, jeżeli człowiekowi nie uda się przetrwać na Ziemi. Co będzie, jeżeli będziemy zmuszeni zamieszkać gdzieś indziej, jeżeli takim miejscem okaże się właśnie Mars; jeżeli na Marsie istnieje coś, o istnieniu czego nie mamy najmniejszego pojęcia? Filmu rozważa wiele aspektów filozoficznych, teologicznych i naukowych".

Reklama


Reżyser filmu Anthony Hoffman: "Podobał mi się pomysł, że wydarzenia, które mają miejsce w filmie, mogą w krótkim czasie stać się rzeczywistością. Naukowcy aktualnie opracowują badania, których wyniki mają potwierdzić czy Mars nadaje się do zaludnienia czy nie”.

Hoffman przebywał wiele miesięcy na badaniach w centrum NASA, w Johnson Space Center w Houston, w Teksasie, gdzie spędzał sobie czas z astronautami i próbował się jak najwięcej od nich nauczyć. Hoffman miał pozwolenie na wstęp na pokład promu, miał okazję obserwować proces nazwany “Mars Habitat,”, w ramach którego sześciu astronautów zostaje zamkniętych na pół roku w małym pomieszczeniu, w warunkach zbliżonych do tych, jakie mają miejsce w czasie lotu. “Musieliśmy zadbać, aby film był zgodny z panującymi realiami. Miło wspominam czas, jaki spędziłem w NASA, czułem się zaszczycony, mając okazję poznać pracę naukowców" - mówi reżyser.


Miejsca Realizacji

Film powstawał na planie wytwórni i kopalni w Sydney, w Australii, na terenie Wadi Rum w Jordanii oraz w miasteczku Coober Pedy, także w Australii. Są to miejsca na Ziemi, które prawdopodobnie najdokładniej przypominają powierzchnię Marsa. “Jak daleko sięga ludzkie oko, nie widać nic za wyjątkiem płaskiej, płaskiej ziemi usianej olbrzymimi skałami wyskakującymi prosto do nieba” – twierdzi producent Jorge Saralegui.

“Krajobraz i topografia Wadi Rum przypomina topografię Marsa, jaką znamy ze zdjęć” - mówi reżyser Hoffman. "Płaska, sucha i spustoszona ziemia. Wszyscy byli zgodni, że jest to najlepsze miejsce, jakie można było wyszukać. Było też bez wątpienia jednym z najtrudniejszych. Nie mogliśmy trafić na bardziej niesprzyjające warunki”. Największym problemem była temperatura, która niemal każdego dnia sięgała 40 stopni. Było to nie lada utrudnieniem, zwłaszcza dla członków obsady, wyposażonych w potężne kombinezony. “Pierwsze zdjęcia są zawsze trudne, bez względu na film. Jednak w tym przypadku, z wysoką temperaturą i kombinezonami było naprawdę ciężko” - komentuje Tom Sizemore. “Miało to też swoje dobre strony, dodawało filmowi wiarygodności. Wszyscy żyliśmy swoimi rolami. Wydawało mi się, że w rzeczywistości uczestniczyliśmy w awaryjnym lądowaniu na Marsie. Materiał jaki wówczas nakręciliśmy okazał się rewelacyjny”.

Wraz z zakończeniem zdjęć w Jordanii, ekipa przeniosła się do Coober Pedy w Australii. Coober Pedy to małe miasteczko w samym środku australijskiej pustyni, gdzie głównym źródłem dochodu ludności jest kopalnia opali. Wielu tamtejszych mieszkańców żyje pod ziemią. W niektórych motelach pokoje znajdują się pod ziemią, uformowane przez skamieliny powstałe na pustyni. Coober Pedy znajduje się w okolicy, którą Australijczycy nazywają Outback, ponieważ jest to miejsce położone na najdalszym odludziu. Przez większość czasu ludzie żyją pod ziemią. Nie mają innej możliwości, ze względu na niesamowicie gorące lato oraz burze pustynne.

Po ukończeniu zdjęć w Outback, produkcja przeniosła się na teren wytwórni w Sydney.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Czerwona planeta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje