"Charlie i fabryka czekolady": DOBÓR OBSADY

Kiedy Tim Burton zaproponował rolę Willy’ego Wonka swemu przyjacielowi i częstemu współpracownikowi, nominowanemu dwukrotnie do Oskara Johnny’emu Deppowi, aktor ledwo zdołał odpowiedzieć na ofertę. Depp przypomina sobie tę rozmowę: - Jedliśmy obiad, powiedział do mnie, że chce mi o czymś powiedzieć. Zapytał, czy znam książkę Charlie i fabryka czekolady? I mówi: „Bo wiesz, będę kręcił film na jej podstawie i zastanawiam się, czy nie zechciałbyś wystąpić w nim jako…” Nie zdążył nawet dokończyć, kiedy przerwałem mu w środku zdania. „Oczywiście, wchodzę w to. Doskonale. Możesz na mnie liczyć, bez dwóch zdań.

Reklama

- Móc zagrać rolę Willy’ego Wonka to wielki zaszczyt – mówi Depp, od dawna fan twórczości Dahla. – Ale kiedy wybiera cię Tim Burton, zaszczyt jest dwu, trzykrotnie większy. Tim ma zadziwiające wizje, przekraczające wszystko, co człowiek sobie wyobraża. Sam fakt, że bierze udział w tym przedsięwzięciu oznaczał, że nie musiałem wcale czytać scenariusza przed podpisaniem umowy. Jeśli Tim miałby chęć nakręcić 6 milionów metrów taśmy filmowej ze mną gapiącym się w żarówkę i nie mógłbym mrugać przez trzy miesiące, też bym to zrobił.

Nie minęło wiele czasu, gdy obaj panowie zastanawiali się już nad wstępnymi szkicami Burtona, dyskutując na temat wyglądu Wonki, omawiając główne aspekty opowieści, wpadając w znajomy rytm kreatywnej pracy, rozpoczęty w roku 1990, gdy reżyser obsadził Deppa w głównej roli w fantastycznym filmie Edward Nożycoręki. Współpracowali potem jeszcze ze sobą na planie filmów Ed Wood i Jeździec bez głowy, a obecnie zajmują się wykonywanym w technice animacji poklatkowej filmem Tim Burton’s Corpse Bride.

- Johnny jest wspaniałym aktorem charakterystycznym – mówi Burton. – Charakterystycznym, a jednocześnie potrafiącym odnaleźć się w rolach głównych. Uderzyło mnie to w nim już na samym początku naszej znajomości, to zresztą czyni z niego takiego intrygującego aktora. Fakt, że nie jest zainteresowany tym jak dana rola wpływa na jego karierę, lecz interesuje go sama postać, w którą się wciela, próbuje bardzo różnych ról. Nie obawia się podejmować ryzyka. Za każdym razem, gdy pracuję z nim na planie, jest odrobinę inny.

- To niesamowity aktor – dodaje Grey. – Dołączył do projektu doskonale znając książkę, żywiąc do niej szacunek, jednocześnie wiedział, że może stworzyć naprawdę wyjątkową kreację. Nie potrafię wyobrazić sobie w tej roli nikogo innego. Czasami zdarza się prawdziwie magiczna kombinacja, wierzę, że właśnie teraz mamy tu coś takiego w osobach Roalda, Tima i Johnny’ego.

Najbardziej wyraźne u aktora było to, że Depp potraktował swoją rolę „z duża dozą zrozumienia dla Wonki”.

Kiedy Wonka po raz pierwszy od piętnastu lat zmuszony jest otworzyć bramę swojej ukochanej fabryki, by znaleźć następcę, źle czuje się zmuszony do ponownego kontaktu z ludźmi. Depp sugeruje: - Przed ludźmi nakłada maskę, ale pod nią skrywają się wielkie emocje, obawa przed kontaktem i bliskością. Uważam, że cierpi na germofobię, dlatego nosi rękawiczki, a oprócz nich praktycznie przywdziewa też maskę. W trakcie wycieczki po fabryce są takie chwile, w których widzimy Wonkę grającego jakąś rolę, i to grającego w naprawdę zły sposób, dosłownie czytającego swoje kwestie. Nie sądzę, by tak naprawdę miał ochotę przebywać w towarzystwie tych ludzi. Mam wrażenie, że walczy z samym sobą od pierwszej sekundy spotkania, to co im pokazuje to przedstawienie, a jego uśmiech jest sztuczny.

- W tym samym czasie – kontynuuje Dep. – część jego jest autentycznie szczęśliwa z powodu tego występu, pokazywania swoich dzieł i mówienia – „Popatrzcie też na to! Patrzcie co zrobiłem, czyż to nie cudowne?”

- Willy Wonka jest ekscentrykiem – zauważa Zanuck. – Jest dziwny ale zabawny, trzyma się na uboczu, niezwykle łatwo go zranić. To interesująca mieszanka, ma w sobie wiele z dziecka, a jednocześnie całkiem niedziecięcą głębię. Żaden inny aktor nie potrafiłby nadać tej postaci takiej głębi, wymiaru i odrobiny szaleństwa. Joanny ma niesamowity dar.

Burton i Depp pracowali z nagrodzoną Oskarem projektantką kostiumów Gabriellą Pescucci (Wiek niewinności, Van Helsing), wspólnie opracowując idealny wygląd dla Wonki. Rezultatem ich pracy było dziesięć różnych pluszowych kurtek i płaszczy. Zgodnie z ponadczasowym charakterem opowieści Dahla, kostiumy były – jak ujęła to Pescucci „współczesne, ale stylizowane na staromodne”.

Jeśli chodzi o fryzurę Wonki i inne małe, lecz znaczące detale, Depp miał jasno określoną wizję. – Od samego początku miałem jasne wyobrażenie na temat fryzury mojego bohatera - mówi. – Cylinder na głowie był oczywisty, wziął się z rysunków Quentina Blake’a, ale samą fryzurę wyobrażałem sobie jako coś w stylu Księcia Valianta, posuniętą do granic przesady, bardzo niewygodną, ale taką, jaką Wonka mógłby uważać za fajną – nie wychodził przecież na zewnątrz przez piętnaście lat, nie miał więc pojęcia, jak bardzo zestarzało się takie uczesanie, podobnie zresztą wygląda sprawa w przypadku używanych przez niego wyrażeń.

Opierając się na książkowym opisie iskrzących się oczu Wonki, Depp wybrał dla siebie zabarwione na fioletowo szkła kontaktowe. Wziął także pod uwagę pochodzenie swojego bohatera, dlatego zdecydował się na zaprezentowanie widzom idealnego garnituru zębów. Kiedy dodamy jeszcze do tego bladą skórę, pozbawioną od długiego czasu światła słonecznego, staje nam przed oczami nadzwyczajna postać, pełna smaku i elegancji, nieco jednak staromodna, mająca własny styl mowy i wygląd równie unikatowy, co jej tryb życia.

Pescucci określa to następująco w swoim rodzinnym języku: - Willy Wonka é la persona fantastica!

W roli Charliego występuje Freddie Highmore, który wcześniej współpracował z Johnnem Deppem w roku 2004 podczas realizacji filmu Finding Neverland. Kiedy rozpoczynała się produkcja filmu, Highmore miał dwanaście lat i w swojej karierze występował już w rolach głównych w familijnych filmach takich jak Five Children and It i Two Brothers, zagrał też młodego Króla Artura w miniserialu TNT Mgły Avalonu.

Grey przyznaje: - Wniósł do tej roli wielkie uczucia, nie widać też, żeby ktoś nim kierował. Naprawdę, jeśli chodzi o jego aktorstwo, jest znacznie dojrzalszy, niż mogłoby się to wydawać biorąc pod uwagę jedynie jego wiek.

Burton, wyrażając zgodną opinię wszystkich, którzy mieli okazję pracować z młodym aktorem, mówi, że jest on „całkowicie naturalny i prawdziwy”. – Ma wielkie umiejętności i talent, nie czuć w nim fałszu, co jest bardzo trudne do osiągnięcia nawet dla dorosłego aktora. Potrafi przekazać emocje bez słów, nawet się niespecjalnie stara. To umiejętność, której nie można się nauczyć od żadnego reżysera, albo się ją ma, albo nie. Właśnie z tego powodu tak ważne było obsadzenie w roli Charliego właściwej osoby.

Highmore’owi podoba się to, że Charlie jest „normalnym chłopcem”. Nie ma żadnych specjalnych talentów ani ukrytych nadzwyczajnych zdolności. Prawdę mówiąc, w ogóle niewiele ma, poza swoją rodziną, a mimo to jest zawsze uprzejmy i miły dla wszystkich. Kiedy więc spełnia się jego marzenie i idzie na wycieczkę do fabryki: - Uważam, że ludzie cieszą się razem z nim, zasługuje przecież na to – mówi młody aktor.

Mówi Zanuck: - Freddie nadaje tej postaci aurę czystości i dobroci, jednocześnie nie czuć, by przesadzał, by popadał w skrajność. - Dobroć na ekranie błyskawicznie się nudzi – przytakuje Helena Bonham Carter, która po raz pierwszy współpracowała z Highmorem na planie angielskiej komedii Women Talking Dirty z roku 1999. –Charlie to – po prostu – dobry człowiek, mający właściwe zasady. Nie jest zepsuty, co wyróżnia go spośród pozostałych czworga dzieci. Wspaniale jednak, że Freddiemu udało się nie przesłodzić tej roli, o co w rolach tego rodzaju jest zawsze łatwo, a w tym przypadku było to niezwykle trudne do uniknięcia.

Dom Charliego zdominowany jest znajdującą się tuż obok fabryką Wonka, a marzeniach chłopca zdominowane są wyobrażeniami na temat tego, co skrywają jej tajemnicze mury. Mimo to, w przeciwieństwie do osób, z którymi będzie zwiedzał fabrykę, jest zadowolony z tego, co ma. Mówi Highmore: - Choć co wieczór je kapuśniak i nosi przetarty sweter, Charlie ma kochającą rodzinę. Wydaje się, że nie ma niczego, podczas gdy tak naprawdę ma wszystko.

Kiedy Charlie przychodzi do domu ze złotym kuponem, wiadomość o tym napełnia energią starego dziadka Joe, w którego roli wystąpił znany z filmu Waking Ned Devine’s David Kelly. – Widać to w jego chodzie, słychać w głosie – mówi Zanuck. – Dziadek Joe pracował niegdyś w fabryce, dawno temu, jeszcze zanim Wonka zamknął jej bramy, to były jego najlepsze dni. Możliwość powrotu do fabryki dosłownie wyciąga go z łóżka, sprawia, że nabiera chęci do życia.

- Kiedy wszedł David, to było to - przypomina sobie Burton. – To był dziadek Joe. Cóż to za zadziwiający aktor, wyrazista twarz, niczym z epoki kina niemego.

Kelly docenia sposób, w jaki Dahl opisał specjalną więź łączącą Charliego i jego dziadka, zauważa, że autor dostrzegał fakt, że ludzie starsi mają coś wartościowego do przekazania. Sam nie miał szczęścia znać swoich dziadków, którzy zmarli przed jego urodzeniem, tym bardziej cieszy się więc z więzi, jaką jego dzieci mają z jego rodzicami. Pyta: - Czy jest na świecie ktoś, kto nie czuje głębokiej wdzięczności wobec swoich dziadków?

Kelly przyrównuje produkcję do „bycia wewnątrz głowy Tim Burtona”. Dodaje: - To bardzo interesujące miejsce. Ten człowiek wyznacza standardy, jest geniuszem. Kiedy ludzie pytają, co zrobiłem, odpowiadam „No cóż, właśnie 50 Umpa-lumpasów przewiozło mnie i Johnny’ego Deppa różową łodzią z cukru w dół czekoladowej rzeki”. Plany są wspaniałe. Ręcznie malowane, ręcznie wykonywane – nie widuje się już czegoś takiego. Praca na planie tego filmu była niesamowitą przyjemnością, cały czas coś mnie zadziwiało, to była prawdziwa magia.

W roli kochających rodziców Charliego obsadzono Helenę Bonham Carter i Noaha Taylora, którzy oboje, jak ujmuje to Burton – lśnią w relatywnie niewielkich rolach, nadają rodzinie Charliego ciepła i wiarygodności. Ich dom, warunki, w jakich mieszkają, są tak mizerne, niemal surrealistyczne. Bez dwójki odpowiednich aktorów to by się, po prostu, nie udało. Mieliśmy szczęście, że udało nam się pozyskać do filmu Noaha i Helenę, dzięki nim rodzina Bucketów wygląda tak prawdziwie.

Bonham Carter, której za główną rolę w romantycznym dramacie Miłość i śmierć w Wenecji z roku 1997 otrzymała nominacje do nagród Akademii i BAFTA, opisuje uczuciową równowagę, jaką ona i Taylor utrzymywali na planie jako Mama i Tata Bucket. – Tak jak dziadek Joe – mówi aktorka, - rodzice Charliego przywykli do rozczarowań. Ciężko wiodło im się w życiu, przywykli do obrywania od losu, kiedy więc ogłoszony zostaje konkurs ze złotymi kuponami, nie mają, oczywiście, żadnej nadziei co do wygranej ich synka. Szanse są naprawdę mizerne. Oboje kochają jednak swoje dziecko i nie chcą, by działa mu się krzywda, nie wzbudzają w nim więc żadnych złudnych nadziei. Charlie zawsze był głównym źródłem ich radości, kiedy jednak znajduje kupon, nagle staje się wcieleniem nadziei i życia dla całej rodziny.

Taylor (Błysk, U progu sławy, Podwodne życie) postrzega pana Bucketa jako „osobę, o której z całą pewnością nie można powiedzieć, że się jej powiodło”. Aktor mówi, że jest on prawdopodobnie potomkiem długiej linii ludzi ani specjalnie bogatych, ani specjalnie mądrych, nie dysponujących żadnymi koneksjami. Ma jednak na tyle rozumu, by cieszyć się swoją rodziną, udało mu się też wychować słodkie dziecko, co jest chyba największym osiągnięciem, jakie można mieć w życiu.

Taylor uważa, że przesłanie Dahla, pokazane na przykładzie rodziny Bucketów, polega na tym, że nie ani pieniądze, ani pozycja społeczna nie są potrzebne do tego, by być dobrym człowiekiem. – Nie jest to jednak morał tego rodzaju, jakie wtłaczane są na siłę. Zamiast tego autor książki pozwala czytelnikowi samodzielnie dojść do tego wniosku.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Charlie i fabryka czekolady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje