"Bandyci": NA PLANIE I W PLENERZE

Filmowanie rozpoczęło się siedemnastego lipca 2000 roku na ranczu w Wimberley w Teksasie, małej miejscowości koło Austin. „Teksas nadawał się idealnie do kręcenia Bandyci, ponieważ jego topografia pasuje do scenariusza” - wyjaśnia producent Bill Gerber. „Z jednego miejsca można było objąć spojrzeniem wiele miast, z różnych ujęć, a mimo wszystko stworzyć film, którego akcja dzieje się w całych Stanach. Pogoda z zasady jest stała, a Teksańczycy bardzo przyjaźnie nastawieni”.

Reklama

Otwarte przestrzenie Teksasu stanowiły idealne tło dla wartkiej akcji filmu. „Film jest przede wszystkim kinem akcji, które dzieje się na Dzikim Zachodzie” - komentuje Mayfield. „Chcieliśmy podkreślić ten aspekt, dodać mu wielkości, agresywności. Mamy pięć dużych scen, każda z nich z rozmachem. Film otwiera scena bitwy wojennej, gdzie po raz pierwszy widzimy odwagę i charyzmę Jessego. Wysadzamy w powietrze gospodarstwo. Dwieście koni wpada w popłoch i przebiega przez ulice miasteczka. Jest zasadzka na Hyperion Bank, która kończy się klasyczną strzelaniną. A na końcu mamy niezwykłą scenę strzelaniny w pociągu”.

Twórcy filmu podjęli się ogromnego zadania. Na powierzchni dwu i pół hektara wybudowali miasteczko rodem z Dzikiego Zachodu o naturalnych wymiarach - z bankami, saloonami, kuźnią, stajnią i szkołą. „Pierwotnie myśleliśmy o wykorzystaniu istniejącego miasteczka” - opowiada Mayfield. „Odwiedziliśmy je wszystkie. Żadne się nie nadawało. Marzyliśmy o budowie własnego miasteczka, bo to pozwoliłoby nam stworzyć ulice tam, gdzie ich potrzebowaliśmy, a nie tam, gdzie istniały w czyimś filmie. Ta duża dolina to idealne miejsce i byliśmy gotowi tu postawić miasteczko. Nie widać, gdzie się znajdujemy, a miasteczko wygląda, jakby stało tam od stu lat. To wspaniałe miejsce”.

White i jego ekipa mieli przed sobą niezwykłe wyzwanie: wybudować czterdzieści dwa budynki miasteczka w mniej niż sześć tygodni. Robotnicy przyjechali na miejsce trzeciego tygodnia czerwca, a film zaczęto kręcić już w połowie sierpnia.

Na zewnątrz użyto ręcznie piłowanego drewna, ponieważ w połowie dziewiętnastego wieku drewno nie było tak gładkie jak dziś. Użyto jedynie monochromatycznych barw, by budynki wyglądały na bardziej zniszczone. Ponieważ w Austin akurat zabrakło drewna, trzeba było je sprowadzać aż z Kolumbii Brytyjskiej, by na czas skończyć budowę.

White i jego drużyna spełnili życzenie Mayfielda i zbudowali ulice dużo węższe niż w prawdziwym miasteczku z tych czasów. „To ze względu na efekt wizualny - można sfilmować obydwie strony ulicy na raz” - tłumaczy Mayfield. „Ulica o prawdziwych wymiarach nie zmieściłaby się w kadrze. A ponieważ my zbudowaliśmy węższe ulice, widać ładnie obydwie strony”.

Doskonałe rozplanowanie pozwoliło jednemu planowi ‘zagrać’ kilka miast: Liberty, Fidelity i Hyperion. Po sfilmowaniu głównej ulicy jako ulicy Fidelity, pracownicy wymieniali fasady i szyldy, by przekształcić ją w ulicę nieistniejącego miasta Hyperion. Posadzono drzewa i inne rośliny, usunięto gzymsy, położono dachy wykonane z innych materiałów oraz zdjęto drewniane listwy, pod którymi kryły się ceglane ściany. Rustykalny wiatrak z drewnianymi skrzydłami przestawiano w różne miejsca oraz ‘przebierano’ go. W tym samym czasie, na ulicy tuż obok, ekipa produkcyjna filmowała masowy pęd koni przez Liberty.

By jak najlepiej wykorzystać plan, Mayfield filmował główną ulicę z różnych kierunków świata - od zachodu Fidelity, od wschodu Hyperion. Front saloonu ‘gra’ trzy różne saloony, dzięki przesuwanej ścianie, którą można regulować wielkość pomieszczenia, przesuwanym schodom i barowi, oraz wymiennej tapecie. Stoły, krzesła i akcesoria również zmieniały wygląd.

Aktorzy byli zdumieni wysokim poziomem scenografii i dbałością o szczegóły. „Les Mayfield i Jim Robinson zebrali zespół, który nadał filmowi historycznego wymiaru” - twierdzi Timothy Dalton. „Miasto i kostiumy wyglądają autentycznie. Będąc tutaj myślę o ludziach, którzy stworzyli amerykański zachód. Prowadzili trudne życie. Pionierzy byli niezwykle odważnymi ludźmi”.

„Masz wrażenie, że machina czasu zabrała cię o sto dwadzieścia pięć lat wstecz” - dodaje Joe Stevens.

***

W tej kolejnej próbie przedstawienia życia Jesse Jamesa jakim jest film "Bandyci", jego gang uwalnia go z rozpędzonego pociągu po tym, jak go ujęto. Do tego celu wykorzystano Park Historyczny Texas State Railroad (TSR) znajdujący się obok miasteczka Palestine.

Aktorzy i ekipa spędzili tam w sierpniu około trzech tygodni. Jest to największa i najbardziej unikatowa starodawna linia kolejowa w USA. Popularną atrakcją turystyczną jest czterogodzinna wycieczka parowozem po dwudziestu czterech mostach rozpiętych nad krętymi strumieniami lasów wschodniego Teksasu.

Miejsce zyskiwało w oczach twórców filmu również dzięki prywatnej sieci kolejowej, którą można było w pełni kontrolować. Szyny, pociągi i stacje można wynajmować. Staromodne ciuchcie przywołują złoty wiek parowozu i idealnie komponowały się z czasem akcji filmu. Dostępność TSR był jednym z głównych czynników, które wpłynęły na wybór Teksasu.

Oprócz torów i wagonów na ekranie zobaczyć będzie można także stylowe stacje z przełomu wieku w Rusk i Palestine. Stację w Rusk przekształcono, z pomocą niewielkich nakładów, w powojenny bank, cel jednego z napadów Jesse Jamesa.

By nadać scenie napadu jeszcze więcej autentyczności, Colin Farrell osobiście wykonał kilka kaskaderskich sztuczek. „Musiałem skoczyć z pociągu na poduszkę powietrzną!” - wspomina entuzjastycznie Farrell. „Biegłem po dachu pociągu, skacząc z wagonu na wagon - o czymś taki marzy każdy chłopak”.

Panował okropny skwar. Na sześćdziesiąt pięć dni zdjęć przez ponad czterdzieści temperatura wynosiła ponad czterdzieści stopni. Pobito rekord - jednego dnia wypito sto trzydzieści skrzynek wody butelkowanej. Dziennie zużywano sto worków lodu, by chłodzić napoje umierającej z gorąca ekipy.

„Ten upał był strasznie wyczerpujący” - opowiada Farrell. „Mimo, że bardzo o nas dbano i rozpieszczano nas. Co pięć minut dostawaliśmy butelkę wody, a i tak było gorąco jak w piekle. A ja jestem Irlandczykiem, nie przywykłem do upałów”.

Scott Caan zgadza się. „Mieliśmy na sobie kostiumy, siedzieliśmy na koniach i rozpływaliśmy się z gorąca. Najgorsze było to, że czasami chmura zasłoniła słońce, wtedy musieliśmy czekać, aż przejdzie. To paradoks - siedzisz na koniu umierając z gorąca i czekasz aż słońce wyjdzie zza chmury...”

„Było tak gorąco, że sztuczne włosy zaczęły mi się topić” - wspomina Nathaniel Arcand. „Wcale nie żartuję. Czułem jak na czubku głowy rozpuszcza mi się klej...”

Zdjęcia zakończono na początku października. Wtedy to aktorzy i ekipa pojechali do LaVilla Plaza w San Antonio w Teksasie i na plażę w St. Petersburgu na Florydzie. Obydwa plany ‘grały’ plażę Key West na Florydzie.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Bandyci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje