Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Bobroterapia Mela Gibsona

Autor informacji: Tomasz Bielenia

"Podwójne życie" miało być aktorską reanimacją Mela Gibsona po ciągu alkoholowo-rodzinnych skandali, które nadszarpnęły reputację hollywoodzkiego gwiazdora. Mimo całkiem niezłego pomysłu film w reżyserii Jodie Foster zabija jednak właśnie... Mel Gibson.

Mel Gibson w czasach kryzysu
Mel Gibson w czasach kryzysu /materiały dystrybutora

Wyobraźmy sobie taki scenariusz: właściciel fabryki produkującej zabawki dla dzieci cierpi na przewlekłą depresję. Mimo podejmowanych prób przezwyciężenia kryzysu, jego życie wali się w gruzy. Żona (Jodie Foster) wyrzuca go z domu; dorastający syn (Anton Yelchin) nie chce przyznawać się do ojca; jego sprzymierzeńcem zostaje tylko najmłodszy potomek, kilkuletni Henry. Kiedy mężczyzna jest już od krok od samobójstwa, odkrywa w pudełku z rupieciami maskotkę bobra. Założona na rękę pacynka zdaje się spełniać terapeutyczną funkcję, od tego momentu Walter Black - bo tak nazywa się nasz bohater - staje się innym człowiekiem. Panem Bobrem.

Fajne? Fajne. A teraz zamknijmy oczy i spróbujmy wyobrazić sobie w roli Waltera Blacka... Jacka Blacka. Albo Steve'a Coogana. No, może jeszcze Jima Carreya. "Podwójne życie" to aktorski samograj, ale też spore wyzwanie. Główna rola to bowiem schizofreniczna, na poły slapstickowa, na poły dramatyczna kreacja. Trzeba się tak wygłupiać, żeby równocześnie pozostać poważnym. I najważniejsze, warto mieć choć odrobinę wdzięku.

Mel Gibson uwija się jak w ukropie, z uporem maniaka próbuje sprawić, by "pacynkowy" akcent brzmiał jak najbardziej kreskówkowo, stroi miny i sprawia wrażenie, jakby tą rolą walczył o swoje aktorskie być albo nie być. Niestety, nie jest śmieszny. Momentami popada nawet w autoparodię, kiedy odgrywa sceny alkoholowych bełkotów. Czy przypadkiem obraz Jodie Foster nie był dla Mela Gibsona prawdziwą psychoterapią?

"Podwójnemu życiu" można wyliczyć więcej mankamentów - największym grzechem filmu Jodie Foster jest jednak jego nijakość. Sztampowe jest uczucie, które syn głównego bohatera żywi do swojej tajemniczej koleżanki ze szkoły (Jennifer Lawrence); terapeutyczne oświecenie, którego doświadcza Walter/Pan Bóbr, to nic innego jak zwykły medialny spektakl; wreszcie rodzinne sceny wyciskania łez, które w zamierzeniu miały równoważyć komediową tonację filmu, zdają się tylko kalkami wszystkich amerykańskich "obyczajów". Można przecież inaczej, mniej kunktatorsko, o czym przekonał nas choćby Ryan Gosling w "Miłości Larsa". Tam też mieliśmy nietypową sytuację wyjściową: główny bohater zakochał się w plastikowej lalce. O ileż więcej było jednak w filmie Craiga Gillespie nieoczywistości! I mniej tandetnego bajdurzenia w stylu "i ty możesz pokonać swoje słabości".

Warto obejrzeć jednak "Podwójne życie" dla duetu Anton Yelchin-Jennifer Lawrence. Jego znamy z pokazywanego na naszych ekranach komediowego horroru "Postrach nocy" (w reżyserii... Craiga Gillespie); ona dała się już poznać m.in. z przełomowego "Do szpiku kości", za który otrzymała nominację do Oscara oraz występu w "X-Men: Pierwsza klasa". Yelchin ma w oku błysk, którym kiedyś świeciła gwiazda Elijaha Wooda, Lawrence zaś swą niekonwencjonalnie wyzywającą urodą przypomina trochę Juno Temple. Mimo że ich partie nie są najlepiej rozpisane, oboje obdarzają swoich kontestujących bohaterów taką naturalnością i bezpretensjonalnością, że o wiele łatwiej uwierzyć widzowi w ich kiełkujące uczucie niż w podejrzaną bobroterapię Waltera Blacka.

Jodie Foster? Jest w tym filmie równie nieobecna, co komediowy talent Mela Gibsona.

Zobacz zwiastun filmu "Podwójne życie":


"Podwójne życie", Monolith Video, premiera DVD: 1 grudnia 2011

Źródło informacji: INTERIA.PL

Dodatki

Zwiastuny

Nowości

Top 10



Informacje dodatkowe